January 30. 2016 / life / enjoy today!

enjoy today kavka 8

Małe a cieszy, czyli o rytuałach i niecodzienności codzienności.

Mam swoje małe rytuały. Wstaję zazwyczaj około 4 rano, robię kawkę, siadam na sofie z książką lub ipadem i czekam na świt. Uwielbiam świt. Czas kiedy wszystko zaczyna się budzić. Robi się coraz widniej, najpierw nieśmiałe i ciche śpiewy jednego ptaka, potem kolejnych. Na mojej ulicy jeszcze nie jeżdżą samochody. Gdzieniegdzie zaszczeka pies. Wiem, bo do porannych rytuałów należy też (ok, psuje to widok idealnego poranka :-) pierwszy papierosek – palę na dworze – nałóg wymaga poświęceń. Więc czekam na świt pijąc kawkę, herbatę i kolejną herbatę. A one TYLKO w konkretnym kubku. Od jakiegoś czasu na moich zdjęciach wciąż ten sam kubasek :-). Taki niby oldschool, niby emaliowany. Ale to tylko pozory. Żaden tam z niego oldschool i żadna emalia. Na pudełku stoi jak wół: „jestem z ceramiki”. Co prawda kupując go, napisu tego nie zauważyłam (ach ta wrodzona bystrość oka), ale po jakimś czasie fakt ten do mnie dotarł. I zaczęłam drążyć temat. Kubek nabyty w NAP-ie pochodzi z Agaf Design. Agaf Design to Agnieszka Fornalewska-Hill. Jej przepiękne projekty możecie zobaczyć TU, poleca się także poczytać o autorce. Przytoczę cytat ze strony: „W studio powstają formy użytkowe, w których prostota i oczywistość form zostaje przełamana zupełnie nowym, ożywczym spojrzeniem, wyrafinowaną estetyką i elementem zaskoczenia.” Tak jest i z moim kubeczkiem. Niby prosty, niby oczywisty a wcale nie. I do tego zabójczo poręczny, perfekcyjne leży w dłoni, uszko pasuje do palucha i pozostaje chłodne bez względu na temperaturę napoju. Uwielbiam ogrzewać nim dłonie, taki nawyk osoby o zawsze zimnych łapkach. Cudowne znalezisko. Kupuję nieczęsto ale gdy trafię na ideał mam go latami i używam, używam, używam… Ten kubek już do ideałów należy :-)

enjoy today kavka 1enjoy today kavka 2enjoy today kavka 3enjoy today kavka 4

Codzienność to główny temat na Kavce. Zwykłe życie. I takie uwielbiam. Od czasu do czasu można je zaburzyć jakimś wydarzeniem specjalnym, egzotycznym wyjazdem, ekscytującym spotkaniem i galą z szampanem ale… zdecydowanie wolę powtarzalność i codzienność. Może jestem nudna, może jestem stara, może dorosłam. Codzienność może być bardzo piękna. Na przykład: 

– wczoraj (na kolejnym papierosku) w ogrodzie ptaki oszalały!!! Przez moment czułam się jak wiosną gdy drą paszcze tak strasznie, że spać nie można. One chyba już czują zmianę. Mam taką nadzieję. Że zima już nie wróci, że pączki na hortensji  nie zmarzną (tak, tak już są!), że będzie ciepło

– albo w zeszły piątek. Spotkanie z Patpatem!!! Przyjechała do mnie i zasiedziałyśmy się do nocy. To było nasze pierwsze spotkanie. Pierwsze rozmowy ale jeśli tak długo trwały a czas nie wiadomo kiedy upłynął i z 12 w południe zrobiła się prawie 11 w nocy to chyba było nieźle. Mam rację? :-))) ŚLĘ CI PATPAT MOC UŚCISKÓW! I koty też! Cudownie poznać w realu kogoś kto odwiedza Cię na blogu i sobie wymieniacie te wirtualne słowa od czasu do czasu a nawet często. Jak bardzo chciałbym poznać wielu z Was. Takie spotkanie latem u mnie w ogrodzie mi się marzy! Bylibyście chętni Kochani? Czy lepiej żeby zostało jak jest, bo może czar ulecieć przy bliższym poznaniu Kavki? 

– albo kiedy (nie pamiętam czy już Wam o tym opowiadałam) dwie nastolatki ratują Cię o 1 nocy a jest to noc upalna, jedna z najgorętszych w zeszłym roku a ty jesteś po 1,5 godziny biegania po mieście i szukania jakiegoś otwartego sklepu, baru, restauracji, CZEGOKOLWIEK, gdzie można kupić coś do picia, bo usychasz z pragnienia a okolice Spodka w Katowicach nie są zbyt przychylne przybyszowi z innego miasta nie rozeznanego w niuansach życia nocnego i topografii miasta, więc kiedy one dają Ci puszkę pepsi i jeszcze proponują inne, mocniejsze napoje to jest to coś cudownego. Ta pepsi smakowała wspaniale 

– albo kiedy dziewczyna (którą widzisz pierwszy raz w życiu a ja mam pamięć do twarzy, uwierzcie) na ulicy mówi mi dzień dobry i się uśmiecha promiennie (miałam takich sytuacji kilka ostatnio, z różnymi osobami) – to jest to superowe

– a pan z okolicznego sklepu ratujący mnie o 21.30 wieczorem ryzą papieru A4 ze swojego biura (!), bo musiałam coś bardzo pilnie wydrukować a w sklepie nie mieli, a ja mieszkam na wsi więc innych przybytków oferujących papier do drukarki o 21.30 w nocy nie ma zbyt wielu…

…tak tak. Życie jest cudownie miłe. No dobrze, nie zawsze ale przyznacie, że takie sytuacje dają nadzieję i radość wielką. Dają? Pewnie, że tak!

Kończę te swoje nocne wywody (jest 2.58) i wracam do pakowania plecaka. Podrzucam Wam kilka obrazków, które miałam nadzieję zaprezentować w pełnej krasie podczas odsłony nowego layoutu bloga przed wyjazdem do Indii ale… no właśnie. Nie wyrobiłam się. Strona się jeszcze pisze i będzie po moim powrocie. Dziś tylko nowe logo i 3 ikonki. Co myślicie? Mam nadzieję, że całość Wam się spodoba. ENJOY TODAY!!!

enjoy today kavka 10enjoy today kavka 6enjoy today kavka 7enjoy today kavka 9

p.s Pogięty kubek to POGIĘTY KUBEK :-) z fabryki porcelany z Ćmielowa. Też lubię, zajrzyjcie tu, jeśli chcecie przyjrzeć się kolekcji, mój egzemplarz nabyłam w Warsztacie Woni :-)))

Posted by: KAVKA / 12 reacties
January 27. 2016 / i♥ / Rafa-kids NEW COLLECTION

rafa kids shelf collection 1

Środa to wspaniały dzień na pokazanie czegoś pięknego i doskonale zaprojektowanego. Nowa kolekcja półek od Rafa-kids! Znacie tę dwójkę projektantów bo już o nich pisałam (TU) a jeśli nie widzieliście u mnie to bez wątpienia wielu z Was natknęło się na ich projekty na stronach wnętrzarskich magazynów/blogach/pintereście. Agata i Arek od paru lat konsekwentnie podążają drogą dobrego, funkcjonalnego, wykonanego z najwyższą dbałością o szczegóły designu dla dzieci. Ich kolekcje mebli święcą triumfy na całym świecie a oni wciąż poszerzają ofertę. Tym razem to półki w 4 rozmiarach (S, M, L, XL) i wielu wariantach kolorystycznych. Taka półka rosnąca wraz z dzieckiem i jego kolekcją książek, zabawek, drobnych przedmiotów wartych wyeksponowania. Podoba mi się idea magnetycznej tablicy i magnesów, którymi przyczepić można ulubione obrazki, pocztówki i notatki (wersja S). Te półki to świetnie zaprojektowana odpowiedź na bardzo popularny ostatnio trend. Wiecie o czym mówię? Ogrom zdjęć wnętrz z ustawionymi pionowo okładkami Kinfolka, Cereal tudzież innymi ładnymi obrazkami wprost wylewa się z internetów :-) Ja jestem jak najbardziej ZA. A w formie jaką proponuje Rafa-kids – PODWÓJNIE ZA!!!

Jak wszystkie meble z dotychczasowej kolekcji półki wykonane są ze sklejki. Uzupełnione wieszakami, magnetyczną płytą i drążkami w różnych kolorach na których, można zawiesić wieszaki z ubraniami lub cokolwiek chcecie :-) Zresztą co ja się będę rozpisywać. Zobaczcie cały lookbook TU. Miałam ogromną przyjemność już po raz drugi współpracować z Rafą przy stworzeniu ich katalogu (pierwszy TU). Choć nigdy jeszcze nie spotkaliśmy się w realu to jak widać działać razem można bez względu na dzielącą nas odległość. Cudowne możliwości naszych czasów i jeszcze jeden gigantyczny plus założenia Kavki (pisałam ostatnio o byciu szczęściarą, która dzięki blogowaniu może poznawać wspaniałych ludzi dodatkowo robiąc to co kocha najbardziej!!!)

rafa kids shelf collection 2rafa kids shelf collection 3rafa kids shelf collection 4rafa kids shelf collection 5rafa kids shelf collection 6rafa kids shelf collection 7rafa kids shelf collection 8rafa kids shelf collection 9rafa kids shelf collection 10

Zostawiam Was z kolekcją Rafa-kids a sama powracam do prac domowych. Spora lista do zamknięcia przed wyjazdem który już za 4 dni!!!!

Cudownego dnia Kochani

Wasza Kavka

...

p.s Polecam Wam także blog Agaty – znajdziecie tam nie tylko nowiny z ich pracy ale też wiele dizajnerskich inspiracji i ciekawych linków. Zapraszam

photos & styling: Rafa-kids, design: Asia Gwis/Kavkadesign.com

Posted by: KAVKA / 14 reacties
January 21. 2016 / interiors / Line Kay

line kay home 01

Dziś wizyta w domu norweskiej fotografki i stylistki Line Kay. Jakiś czas temu pokazywałam sesję Line zrobioną dla australijskiej marki HALE MERCANTILE CO. która mnie absolutnie zachwyciła – i HMCo. i Line Kay :-))). Pewnie część z Was zna jej zdjęcia i piękny dom (który często występuje w sesjach jej autorstwa). Dla tych, którzy nie widzieli – kilka zdjęć i słów :-)
Dom pochodzi z 1938 roku. Znajduje się w Hamar na północ od Oslo. To doskonały przykład skandynawskiego minimalizmu połączonego z elementami boho, kilkoma designerskimi przedmiotami i meblami stylowo zakomponowanymi ręką Line. Białe ściany i podłogi stanowią idealną bazę domu naturalnego, pełnego światła i przestrzeni. Centralnym punktem pokoju dziennego jest długi stół (służy Line jako warsztat pracy) otoczony zbieraniną krzeseł (min. Tolix, Eames). Żadnych kompletów, komplecików, zestawów :-) Nad stołem lampa Koushi, projektu Marka Eden Schooley’a amerykańskiego fotografa i dizajnera. Biała sofa Gervasoni otulona miękkim futrem zachęca do odpoczynku – obok lamp (Jieldé). Poza tym tkaniny (min. Tine K), kosze, biała porcelana (na kuchennym regale stare naczynia obok młodszych sióstr min. z Bloomingville), drewniane gwiazdki od Andrea Brugi (UWIELBIAM GO!!!), obrazki, magazyny, albumy…
Podoba mi się naturalność, prostota i niebywałe ciepło bijące z tego domu. Kiedyś gustowałam w domach sterylnych. Minimalistycznych o granic możliwości. Beton, lśniąca żywica, trochę drewna, minimum sprzętów. Później dotarło do mnie, że takie domy są jak forma bez treści. Co to za minimalizm gdy zamykasz ścianami 400 metrów natury umieszczając gdzieniegdzie krzesło lub fotel? Minimalizm jest wtedy gdy na 30 metrach masz wszystko co niezbędne do życia, towarzysza, psa, kota, kilka ulubionych przedmiotów i jeszcze miejsce na oddech. Mam rację?


Zapraszam Was do świata Line Kay. Magicznego. Mam nadzieje, że i Wam się spodoba tak bardzo jak mnie :-) Miłego oglądania Kochani!

line kay home 02line kay home 03line kay home 04line kay home 05line kay home 06line kay home 07line kay home 08line kay home 09line kay home 10line kay home 11line kay home 12line kay home 13line kay home 14

A z mojego podwórka: kilka zdjęć z naszego domu na Hager Home. powoli uzupełniam też swoje portfolio :-) Na początek kilka stylizacji jedzeniowych dla Zwierciadła i ilustracje dla ChickPea. Zapraszam serdecznie :-)))

I BARDZO, BARDZO dziękuję za Wasze słowa pod poprzednim wpisem!!!

photos: Line Kay (no. 2, 4, 5, 7, 11-12, 15, 16, 19) and Yvonne Wilhelmsen (no. 1, 3, 6, 8-9, 10, 13-14, 17-18)

Posted by: KAVKA / 13 reacties
January 18. 2016 / in my opinion... / KAVKA

about kavka 1

Dzisiaj napiszę o sobie. Ha, ha, pewnie pomyślicie – czy można bardziej napisać o sobie, niż robię to ja na kavkadesign? Jednak dziś będzie bardziej. Ostatnio dużo sobie rozmyślam. Oddaję się temu zajęciu z lubością a nawet z pewną lubieżnością :-) Kiedyś pewien znajomy mnich tybetański i lekarz powiedział mi żeby za bardzo nie myśleć, nie analizować, to nie jest zbyt zdrowe. Jednak nie posłuchałam i wciąż myślę :-))) Na przykład DLACZEGO tu jestem. Nie tu, na tym świecie – ale bardziej konkretnie, na tym blogu :-) Dziś będzie DLACZEGO to wszystko się zaczęło. A zaczęło się ponad sześć lat temu…

Prawda o mnie numer 1.: od dawna choruję na depresję (i tak już z nią zostanę, taką niechcianą ale wierną towarzyszką). Niestety. To straszne cholerstwo jest. Kiedy byłam młodsza potrafiłam całymi dniami leżeć i ryczeć jak bóbr. Ok, kiedy masz 15 lat można to zrzucić na szaleństwo dojrzewania. Ale kiedy masz 25/30/32? Kaman! Coś jest z Tobą nie tak. Płakałam, krzyczałam, zapadałam się w sobie. Smutek, który ogarnia jest nie do zniesienia. Wszystko bez sensu. Nie możesz pracować, nie możesz normalnie żyć. Boisz się świata, ludzi, wszystkiego. Siedzisz w domu a życie pędzi obok ciebie. 

Zebrałam się w sobie. Robiłam tak wiele razy i wiele razy się poddawałam. Ale był moment, gdy sprawy poszły we właściwym kierunku. Znalazłam lekarza (ok – znalazł go mój mąż Seba, który już nie mógł patrzeć na moje męczarnie). Lekarz zrobił badania. Wyszły te wszystkie ułomności :-) Zaczęłam leczenie. 

Prawda o mnie numer 2.: dyscyplina i konsekwencja to nie są moje mocne strony. Brałam leki. A kiedy było dobrze – przestawałam. I wszystko zaczynało się od początku. Podobno wiele osób tak mam. Wkurzenie na to, że musisz wciąż być na lekach by żyć normalnie. Zresztą ta normalność nie wydawała mi się wcale normalna. Wszystko było takie spokojne, miłe, ludzie fajni. Do diaska. Przecież pamiętałam, że tak nie jest.  Czyli leki zabierały mi jakąś część świata, który istnieje tylko ja go nie widzę. Po wielu wpadkach, załamaniach w końcu zrozumiałam, że tak być musi. Leki i ładniejszy świat a w zamian zwykłe życie :-)

Prawda o mnie numer 3.: wciąż bałam się ludzi. Dlatego postanowiłam zrobić coś co wydawało mi się strasznie głupie i szalone. Boję się ich więc zamiast uciekać stanę twarzą w twarz. No dobra. Może nie twarzą w twarz, ale całkiem otwarcie. Pokażę siebie, swoje prace, napiszę kilka słów – może gdzieś znajdzie się ktoś myślący/widzący/czujący podobnie. I tak to się wszystko zaczęło. Blogowanie jako mój prywatny sposób terapii. I wiecie co? UDAŁO SIĘ!

Ten blog zmienił mnie bardzo. Otworzył na ludzi, siebie i wiele spraw. Pozwolił poznać cudowne osoby i dał niesamowitą radość. 

Prawda o mnie numer 4.: jestem niewiarygodną szczęściarą. Tak, tak. Mimo różnych życiowych sytuacji tak właśnie jest. Wiadomo raz jest lepiej, raz gorzej. Takie życie :-) Duży udział w tej mojej szczęśliwości ma kavka. I Wy :-)

Prawda o mnie numer 5.: zmieniam się – więc zmienia się też kavka. Kiedyś bardziej jako terapia teraz sposób na codzienne bycie z ludźmi  – nie tylko w virtualu – bo z wieloma cudownymi osobami spotykam się teraz w realu, lucky me :-)))) Teraz jest więcej słów. Inne obrazy. Wydaje mi się, że zaczęłam robić lepsze zdjęcia. Nie boję się pisać choć wiem, że kulawe są te moje słowa często. Pewnie nawet zbyt często. Robię kavkę dla siebie i dla Was. I chcę ją robić coraz lepiej, piękniej, bardziej…

Prawda o mnie numer 6.: jestem ciekawska i interesują mnie ludzie. Dlatego bardzo często zadaję Wam pytania. Bo bardzo, bardzo chcę wiedzieć! Co myślicie, jakie jest Wasze zdanie na różne tematy, co Wam się podoba a co nie. Dziś też tak będzie. Mam kavkę. Ale lubię też odwiedzać inne miejsca. Jakoś ostatnio nie udaje mi się trafić na nic co by mnie zainteresowało. Może źle szukam? Może nie umiem tego robić? No sama nie wiem. Dlatego bardzo proszę o wskazówki. Jakie są Wasze ulubione blogi, strony, miejsca w sieci? Macie jakieś ostatnie wspaniałe odkrycia, którymi się podzielicie? Bardzo, bardzo proszę :-))) Chcę oglądać, podziwiać i czytać!!!

about kavka 2

Strasznie się rozpisałam na początku tygodnia:-))) By był piękny. Życzę tego Wam i sobie. I jak zawsze czekam na Wasze słowa

love you

 

 

p.s. 1. nie obnoszę się ze swoją chorobą ale też jej nie ukrywam. Mówię otwarcie jak jest. Napisałam Wam o niej w konkretnym celu. Nie żebyście mi współczuli (jaka bidulka, oj, oj), nie żebyście ze mnie kpili (choć i tacy się pewnie znajdą ale co tam) albo krytykowali, że piszę coś takiego bo w sumie po co takie sprawy publicznie poruszać, lepiej upchnąć pod dywanikiem albo zaryglować za stalowymi drzwiami własnego domostwa – ale oczywiście macie prawo do krytyki jak najbardziej:-))). Enyłej – chciałam pokazać, że deprecha może stać się impulsem do czegoś dobrego, rozwijającego, co stanie się sposobem na życie i radzeniem sobie z nim. Zresztą wiele osób które mnie zna ale nie wie o depresji na wzmiankę o niej mówi: „dzisas jesteś jedną z najweselszych i najbardziej optymistycznych osób jakie znam! Nie wierzę w twoją chorobę”. Więc UWIERZ i ZOBACZ, że da się z nią żyć szczęśliwie, tak, tak Kochani:-). Ten wpis to taki mój malutki, malusieńki znak w stronę wszystkich podobnych mi ludzi. DAMY RADĘ :-)))

 

p.s. 2.ze zdjęcia spogląda na Was Kokulek. Czujny i piękny :-)

 

Posted by: KAVKA / 42 reacties
January 16. 2016 / i♥ / warsztat woni

warsztat woni kavka 1

Pamiętam, kiedy pojawiły się pierwsze sobotnie dodatki Gazety Wyborczej – Wysokie Obcasy. Uwielbiałam. Za treść, szatę graficzną ale przede wszystkim za MARTĘ GESSLER. Wydzierałam strony z jej kulinarnymi felietonami i pieczołowicie składałam w specjalnej teczce. Otwierałam ją bardzo często i czytałam, oglądałam, oglądałam i czytałam wciąż i wciąż. Upajałam się obrazami komponowanymi przez Panią Martę. Pierwsza wizyta w Quchi Artystycznej ze znajomymi – bywalcami tego miejsca przyprawiła mnie o palpitacje serca i wypieki na twarzy. Wszystko zachwycało! W tym czasie pracowałam w National Geographic i (cudownym zrządzeniem losu albo wyborem osoby odpowiedzialnej za organizowanie imprez :-) właśnie tam odbywała się któraś z imprez magazynu. Jaka ja byłam zachwycona! Mogłam przechadzać się po Quchni bez skrępowania. Wiecie, kiedy idziesz do restauracji na obiadek lub kolację to raczej dziwnie wygląda, kiedy ktoś nagle wstaje od stołu i zaczyna oglądać ściany, lampy, odległe kąty i kątki, jedzenie na talerzach… Ale podczas imprezy można wszystko! Niezapomniany wieczór. Co tam zaproszone gwiazdy, co tam celebryci świecący mniejszym lub większym blaskiem – dla mnie liczyło się tylko to miejsce. Moja miłość do Pani Marty trwa dalej. Ciągle wydzieram z magazynów jej felietony, zdjęcia jej domu, stylizowane przez nią zdjęcia. 

Dziś odwiedziłam Warsztat Woni. Chciałam podziękować cudownej pani, która podczas naszej ostaniej wizyty doradziła co zrobić z umierającym drzewkiem oliwnym. Drzewko ma się wyśmienicie. Nowe odrosty przekroczyły 20 centymetrów i prą naprzód z impetem! Pani Oliwnej nie było. Była za to inna cudowna Pani (którą bardzo serdecznie pozdrawiam :-))). Odważyłam się spytać czy mogę zrobić kilka zdjęć tego pięknego i inspirującego miejsca. W czasie każdej wizyty wystrój Warsztatu jest inny! Dla mnie świadczy to o największym uwielbieniu dla wykonywanej pracy! Chciałoby Wam się ciągle i ciągle na nowo zmieniać dekoracje, przestawiać meble, wymyślać nowe kompozycje? Im się chce! 
Kiedyś Warsztat Woni był na Bednarskiej, od dłuższego czasu rezyduje na Burakowskiej. To co najbardziej podoba mi się u Pani Marty to zupełne przeciwieństwo dość ogólnego ostatnio trendu mnożenia bytów nad potrzebę. Gdy jakieś miejsce odniesie sukces robi się "kolejne odsłony". Z nową nazwą lub nie :-) U niej jest Quchnia i Warsztat – od lat na najwyższym poziomie! Tak, Dieter Rams miał rację mówiąc: MNIEJ, ALE LEPIEJ :-) 

warsztat woni kavka 2warsztat woni kavka 3warsztat woni kavka 4warsztat woni kavka 5warsztat woni kavka 7warsztat woni kavka 6warsztat woni kavka 8warsztat woni kavka 9

Dziś w Warsztacie patyki wypuszczały nieśmiało pierwsze listki. Róże pięknie podpierały ściany, eukaliptus odurzał zapachem a moje ukochane niezapominajki kokietowały błękitem. Przepiękny, idealny poranek!

Jeśli będziecie w okolicy wpadnijcie do Warsztatu Woni po inspiracje albo chociaż po gałązki eukaliptusa :-)

Ściskam Was bardzo bardzo serdecznie

miłego oglądania Kochani :-)))

warsztat woni kavka 10

Warsztat Woni, Burakowska 5/7, Warszawa

Posted by: KAVKA / 23 reacties