40 birthday kavka 1

Urodziłam się (przy znacznej pomocy matki mej – dzięki Ci za to Kochana) dziewiętnastego marca… 40 lat temu. Szlag! Wiedziałam, że dzień ten nadejdzie ale jako mistrzyni wyparcia udawało mi się do dziś fakt ten skutecznie lekceważyć. Niestety liczby mówią za siebie a czas płynie jakby nie mógł hultaj przestawić się na tryb „slow life”.

about kavka 5

Dzisiaj napiszę o sobie. Ha, ha, pewnie pomyślicie ? czy można bardziej napisać o sobie, niż robię to ja na kavkadesign? Jednak dziś będzie bardziej. Ostatnio dużo sobie rozmyślam. Oddaję się temu zajęciu z lubością a nawet z pewną lubieżnością :-) Kiedyś pewien znajomy mnich tybetański i lekarz powiedział mi żeby za bardzo nie myśleć, nie analizować, to nie jest zbyt zdrowe. Jednak nie posłuchałam i wciąż myślę :-))) Na przykład DLACZEGO tu jestem. Nie tu, na tym świecie ? ale bardziej konkretnie, na tym blogu :-) Dziś będzie DLACZEGO to wszystko się zaczęło. A zaczęło się ponad sześć lat temu?

Prawda o mnie numer 1.: od dawna choruję na depresję (i tak już z nią zostanę, taką niechcianą ale wierną towarzyszką). Niestety. To straszne cholerstwo jest. Kiedy byłam młodsza potrafiłam całymi dniami leżeć i ryczeć jak bóbr. Ok, kiedy masz 15 lat można to zrzucić na szaleństwo dojrzewania. Ale kiedy masz 25/30/32? Kaman! Coś jest z Tobą nie tak. Płakałam, krzyczałam, zapadałam się w sobie. Smutek, który ogarnia jest nie do zniesienia. Wszystko bez sensu. Nie możesz pracować, nie możesz normalnie żyć. Boisz się świata, ludzi, wszystkiego. Siedzisz w domu a życie pędzi obok ciebie. 

Zebrałam się w sobie. Robiłam tak wiele razy i wiele razy się poddawałam. Ale był moment, gdy sprawy poszły we właściwym kierunku. Znalazłam lekarza (ok ? znalazł go mój mąż Seba, który już nie mógł patrzeć na moje męczarnie). Lekarz zrobił badania. Wyszły te wszystkie ułomności :-) Zaczęłam leczenie. 

Prawda o mnie numer 2.: dyscyplina i konsekwencja to nie są moje mocne strony. Brałam leki. A kiedy było dobrze ? przestawałam. I wszystko zaczynało się od początku. Podobno wiele osób tak mam. Wkurzenie na to, że musisz wciąż być na lekach by żyć normalnie. Zresztą ta normalność nie wydawała mi się wcale normalna. Wszystko było takie spokojne, miłe, ludzie fajni. Do diaska. Przecież pamiętałam, że tak nie jest.  Czyli leki zabierały mi jakąś część świata, który istnieje tylko ja go nie widzę. Po wielu wpadkach, załamaniach w końcu zrozumiałam, że tak być musi. Leki i ładniejszy świat a w zamian zwykłe życie :-)

Prawda o mnie numer 3.: wciąż bałam się ludzi. Dlatego postanowiłam zrobić coś co wydawało mi się strasznie głupie i szalone. Boję się ich więc zamiast uciekać stanę twarzą w twarz. No dobra. Może nie twarzą w twarz, ale całkiem otwarcie. Pokażę siebie, swoje prace, napiszę kilka słów ? może gdzieś znajdzie się ktoś myślący/widzący/czujący podobnie. I tak to się wszystko zaczęło. Blogowanie jako mój prywatny sposób terapii. I wiecie co? UDAŁO SIĘ!

Ten blog zmienił mnie bardzo. Otworzył na ludzi, siebie i wiele spraw. Pozwolił poznać cudowne osoby i dał niesamowitą radość. 

Prawda o mnie numer 4.: jestem niewiarygodną szczęściarą. Tak, tak. Mimo różnych życiowych sytuacji tak właśnie jest. Wiadomo raz jest lepiej, raz gorzej. Takie życie :-) Duży udział w tej mojej szczęśliwości ma kavka. I Wy :-)

Prawda o mnie numer 5.: zmieniam się ? więc zmienia się też kavka. Kiedyś bardziej jako terapia teraz sposób na codzienne bycie z ludźmi  ? nie tylko w virtualu ? bo z wieloma cudownymi osobami spotykam się teraz w realu, lucky me :-)))) Teraz jest więcej słów. Inne obrazy. Wydaje mi się, że zaczęłam robić lepsze zdjęcia. Nie boję się pisać choć wiem, że kulawe są te moje słowa często. Pewnie nawet zbyt często. Robię kavkę dla siebie i dla Was. I chcę ją robić coraz lepiej, piękniej, bardziej?

Prawda o mnie numer 6.: jestem ciekawska i interesują mnie ludzie. Dlatego bardzo często zadaję Wam pytania. Bo bardzo, bardzo chcę wiedzieć! Co myślicie, jakie jest Wasze zdanie na różne tematy, co Wam się podoba a co nie. Dziś też tak będzie. Mam kavkę. Ale lubię też odwiedzać inne miejsca. Jakoś ostatnio nie udaje mi się trafić na nic co by mnie zainteresowało. Może źle szukam? Może nie umiem tego robić? No sama nie wiem. Dlatego bardzo proszę o wskazówki. Jakie są Wasze ulubione blogi, strony, miejsca w sieci? Macie jakieś ostatnie wspaniałe odkrycia, którymi się podzielicie? Bardzo, bardzo proszę :-))) Chcę oglądać, podziwiać i czytać!!!

about kavka 2

Strasznie się rozpisałam na początku tygodnia:-))) By był piękny. Życzę tego Wam i sobie. I jak zawsze czekam na Wasze słowa

love you

p.s. 1. nie obnoszę się ze swoją chorobą ale też jej nie ukrywam. Mówię otwarcie jak jest. Napisałam Wam o niej w konkretnym celu. Nie żebyście mi współczuli (jaka bidulka, oj, oj), nie żebyście ze mnie kpili (choć i tacy się pewnie znajdą ale co tam) albo krytykowali, że piszę coś takiego bo w sumie po co takie sprawy publicznie poruszać, lepiej upchnąć pod dywanikiem albo zaryglować za stalowymi drzwiami własnego domostwa ? ale oczywiście macie prawo do krytyki jak najbardziej:-))). Enyłej ? chciałam pokazać, że deprecha może stać się impulsem do czegoś dobrego, rozwijającego, co stanie się sposobem na życie i radzeniem sobie z nim. Zresztą wiele osób które mnie zna ale nie wie o depresji na wzmiankę o niej mówi: ?dzisas jesteś jedną z najweselszych i najbardziej optymistycznych osób jakie znam! Nie wierzę w twoją chorobę?. Więc UWIERZ i ZOBACZ, że da się z nią żyć szczęśliwie, tak, tak Kochani:-). Ten wpis to taki mój malutki, malusieńki znak w stronę wszystkich podobnych mi ludzi. DAMY RADĘ :-)))

p.s. 2.ze zdjęcia spogląda na Was Kokulek. Czujny i piękny :-)

designblok prague kavka 1

Dziś będę jak większość polskich, kolorowych magazynów dla pań. Jeśli coś opisują (ze szczególnym uwzględnieniem tematów tzw. zagranicznych, bo np. nowa odsłona Małgorzaty Sochy jest opisana zanim się ostatecznie odsłoni) ? to znaczy, że temat jest dość nieświeży. I tak wpisując się w trend przechodzę do RZECZY. Rzecz odbyła się w październiku 2014 podczas Tygodnia Designu w Pradze i zwie się DESIGN BLOGGERS WORKSHOP i DESIGN BLOGGERS TALK. Miałam ogromną przyjemność wziąć w niej udział jako zaproszony gość. Oprócz mnie w grupie znaleźli się: cudowna Katie Treggiden z Confessions of a Design Geek (UK), rozbiegany Stefan Nilsson z Trendstefan (Sweden) oraz dwie dziewczyny z Czech: Bára Perglová (baraperglova.com) i przeurocza Jana Duspivová prowadząca blog Mode De Boulangerie. Czuwała nad nami ekipa magazynu SOFFA

...

Today, I?m gonna be like most Polish women magazines. If they write about something (so called ?world news stories? in particular), it means the news is already corny. Fitting in with the trend, I get to the point. DESIGN BLOGGERS WORKSHOP and DESIGN BLOGGERS TALK took place in October 2014 in Prague as part of Prague Design Week. It was a real honor to be among the guests along with wonderful Katie Treggiden of Confessions of a Design Geek (UK), vigorous Stefan Nilsson of Trendstefan (Sweden) and two girls from Czech Republic: Bára Perglová (baraperglova.com) and charming Jana Duspivová, the author of Mode De Boulangerie blog. SOFFA magazine kept and eye on things. 

designblok prague kavka 2

Co zrobiliśmy i dlaczego spędziliśmy w Pradze kilka naprawdę inspirujących i ciekawych dni możecie przeczytać TU. Ja pokażę Wam moją obrazkową relację z workszopów i... 

...

For information on what we did and how we spent few inspiring and gripping days in Prague, see here. And here?s my workshop report in pictures:

designblok prague kavka 3designblok prague kavka 4designblok prague kavka 5designblok prague kavka 6designblok prague kavka 7

... i dodam, że było REWELACYJNIE! Uwielbiam poznawać nowych, ciekawych i super kreatywnych ludzi, oglądać świetnie wymyślone wystawy, szwendać się późną nocą (lub wczesnym rankiem) po pięknym, starym mieście, mieszkać w artystyczno-dizajnerskim hotelu (polecam, jeśli będziecie potrzebować noclegu w Pradze), odwiedzać hipsterskie knajpy z przepysznym jedzeniem, zrobić coś kavkowego w TYM BUDYNKU (jako dziecię zamieszkiwał tam Franz Kafka :-), który do tej pory podziwiało się tylko z zewnątrz, a później paść na twarz z gigantycznego ale radosnego zmęczenia. CUDOWNOŚĆ!

...

I honestly haven?t had such fun for years! I love meeting new creative people, seeing brilliant exhibitions, hanging around the beautiful old city until late at night (or was it early morning?), staying in the boutique hotel (my top choice in Prague from now on) or visiting hipster places with delicious food. And what?s more I would have never dreamt I?d have been able to do something as Kavka in THE BUILDING (where Franz Kafka lived as a child :-). No wonder I was all in afterwards. But it was worth it!

designblok prague kavka 8

Teraz znikam. Pucuję dom i ogród. W czwartek staną się planem zdjęciowym pewnego serialu juuuhuuu! Całuję i mocno ściskam Kochani. Mam nadzieję, że ogarniacie się powoli po świątecznym lenistwie :-)

...

I gotta go now to clean up the house and the garden. We?re having film set here for some Polish series on Thursday. Oh derrie! LOLAH! Hope you gonna slowly sort yourself out after Easter :-)

translation: biały królik

!

last supper 2

Jakiś czas temu wyruszyłam w podróż która zdawała się nie mieć końca. Ale wylądowałam i jestem. Co nowego? Będzie o jedzeniu, a raczej jego wpływie na mnie i tym do czego mnie doprowadziło. Bo nie jest wesoło. Jeśli prawdą jest stwierdzenie: ?jesteś tym co jesz?, boję się myśleć czym ja jestem/byłam i drodze, która przede mną. Bo niby bez fast foodów, bo niby zielono, niby eco ale podlane litrami napojów energetycznych (żeby móc funkcjonować, bo praca do rana a kawy przecież nie piję) przegryzanych czekoladą (fairtrade dla złagodzenia wyrzutów sumienia) i popijanych colą (średnio fairtrade) dla złagodzenia efektu przesłodzenia. Tak, tak. Zaatakować zmęczenie cukrem a później cukier cukrem, to był mój sposób na funkcjonowanie. Efekt; wieczne zmęczenie, potworne bóle głowy, brzucha, całej mnie. Im bardziej byłam zmęczona tym więcej cukru w siebie wtłaczałam. Dodatkowy bonus w postaci lekkich obłości tu i ówdzie wliczony w cenę! I jestem na początku drogi mojego nowego (kulinarnego) życia. Jest trudno. Co ja mówię? Jest zaj****cie trudno! Są chwile kiedy myślę, że jeśli tak ma to wyglądać to wolę być brzydka, okrągła i z bólami głowy. Ale później przychodzi refleksja, że chyba jednak nie żyjemy po to by jeść?to tylko nasze czasy każą nam szukać szczęścia w jedzeniu. Dla mnie stało się ono nieszczęściem. 

Ten pusty talerz nie jest przypadkowy. Nie głoduję, nie ma obawy. Ale z wieloma produktami musiałam się pożegnać.  Mój test badający nietolerancję pokarmową (tzw. kod metaboliczny) pozbawia mnie: czekolady, mięsa, większości ryb, piwa, oliwy z oliwek, orzechów włoskich, wielu owoców (moje ukochane koks i mango są na liście ;-(, jajek (i tak ich nie lubię), większości serów, kawy, herbaty, wszystkiego z pszenicy i orkiszu (a miał być taki zdrowy), słonecznika, mięty? mam wyliczać dalej? Poniecham :-) A jaka jest alternatywa? Dieta skrojona ściśle pode mnie. W praktyce oznacza to codzienne gotowanie (brrr) oraz konieczność pamiętania o zrobieniu zakupów (po stokroć brrr). Ale efekty już są. Pełna energii, bez bolącej głowy i w luźnych spodniach przesyłam Wam zdrowy, mocny uścisk! Trzymajcie za mnie kciuki

blue hole3

Prawie czterdzieści lat temu obdarowano mnie wyobraźnią głęboką jak najgłębsza Blue Hole. I tak przez lata trenuję freediving bijąc kolejne rekordy zanurzeń w nierealny świat. Nurkuję na jawie i we śnie. Od jakiegoś czasu senne wydanie intryguje mnie coraz bardziej. Przyczyną tego powtarzający się sen o niemożności punktualnego wyruszenia w podróż. W snach mych zwiedzam rozliczne lotniska, gubiąc po drodze bagaże, siebie, rodzinę. Moje tobołki rozrastają się do monstrualnych rozmiarów lecz ciągle coś się w nich nie mieści. Pakuję je, upycham i już wiem że znów się nie udało. Samolot odleciał beze mnie. Wczoraj sen przybrał jeszcze bardziej komiczno-dramatyczną formę. Część podróży była już za mną, musiałam jedynie przemieścić się do Berlina (?) na kolejny samolot mający dostarczyć mnie do celu wyprawy. Niby nic trudnego. Niby. Kiedy spakowałam już wszystkie swoje rysunki (nie wiem po co mi one były), kiedy sprzątnęłam rozbite jajeczko (byłam w pokoju z malutkim stolikiem pośrodku, na którym stało mleczko i jajeczko ale wcześniej wizytował ów pokój kotek?), więc kiedy wszystko zmierzało do szczęśliwego finału zawiódł pojazd. A raczej zawiodłam ja. We śnie nie starczyło mi wyobraźni. Nie potrafiłam obsłużyć latającego imaginału. Tak, wiem takie słowo nie istnieje. Ale jak nazwać nieistniejący pojazd latający napędzany wyobraźnią? Więc imaginał nie wzniósł się na odpowiedni pułap, a ja wystraszyłam się rozgwieżdżonego nieba. I znów figa z makiem. Zostałam z tobołkiem a polecieli inni. Na natarczywe zapytania kierowane do mojego męża, co te sny mogą znaczyć, bo na pewno coś znaczą, wszak w księgach uczonych stoi jak wół, że sen jest spełnieniem życzenia, gdy myśli me nieuświadomione i niecenzurowane swobodnie brykają, zapytania te natarczywe skwitowane zostały krótko ? Nie wiem. Nie jestem sennikiem egipskim. Psychiatrą też nie. ? I co mam z tym zrobić? Kto mi pomoże rozwikłać zagadkę snu i wyobraźni? Bo on chyba jednak coś znaczy, prawda?