coconut oil 11

When I visited Sri Lanka some years ago, I was fascinated by Sri Lankan women. Their beauty. I asked some of them what they usually use for the care of skin and hair. The answer wast always the same: coconut oil. I came home with a supply of this heavenly oil, and used it in? my kitchen. When problems with my very senstitive, allergic skin and weak, demaged hair became unbearable, I remembered their words. Coconut oil. Started to use it. For everything. I got rid of expensive body lotions and shampoos. FOR ME, it was a great waste of time and money, of course:-) If you don't want to support big pharmaceutical companies, lose money, be more eco and live in a minimalist way (you can use coconut oil both in the bathrooom and the kitchen) you should try this solution. My skin has become incredibly soft and smells wonderfully. Hair caught brillance and seems to be stronger. And saved money I can spend for the next trip to Sri Lanka!

...

Moja siostra mówi, że jestem leciutką snobką. To fakt, ćwiczenia gimnastyczne wykonuję w dresie S..... M........ . (wolałabym Yamamoto Y-3, ale coś mi mówi, że to jednak ubrania nie do ćwiczeń a sportowego looku), spodnie TYLKO .-.... i d....., bo są niezawodne, wytrzymałe, super leżą i zawsze wiem, co i jak z numeracją. Pracuję, telefonuję i internetuję na sprzęcie z sadu, bo to technika dla idiotów (tak, tak, za indolencję trzeba płacić i nie ma co ubierać tego w ideologię zaawansowanego dizajnu, technologii czy o zgrozo, stylu życia!). Sieciówki pokroju .&. i podobne już omijam szerokim łukiem (nie stać mnie na rzeczy nietrwałe i źle uszyte, itd.), używam tylko mydła marsylskiego a herbatę zamawiam w K.... T.., mam robot K..... A.. (użyłam go RAZ do ubicia śmietany, która i tak zamieniła się w masło) itd. itp? Ale w stwierdzeniu Ewy, jest tylko ziarnko prawdy, bo przecież nie kupiłam torebki Vuittona, nie mam chodaczków Chloé (które wołały mnie syrenim głosem), ani trenczu Burberry (który, ponoć każda kobieta w pewnym wieku w swej garderobie mieć powinna, bo to niezawodny klasyk i pasuje do wszystkiego). Fakt, ulegam fascynacji rzeczami, które może nie do końca są warte swojej ceny, ale przy moim stylu kupowania: jedna para spodni, 2 pary butów (w tym jedna conversów), marynarka i/lub bluza, sweter, 3/4 t-shirty ROCZNIE mogę kupić coś droższego i bardziej zastanowić się nad wyborem nie wpadając w bezlitosny dla naszych mózgów i portfeli szał wyprzedaży. W jednej kwestii przestałam się "łapać" na markę. W kwestii kosmetyków. Nie wydaję już majątku na kremy, które i tak nie czynią ze mnie bogini, tusze do rzęs z logasami domów mody czy inne różności. Moja półka w łazience (a raczej szuflada) ma powierzchnię 15x20 cm i wszystko się tam mieści, łącznie z suszarką, nożyczkami, tamponami, wacikami i tego typu przyziemnymi rzeczami. Kiedy, kilka lat temu byłam na Sri Lance, zafascynowały mnie lankijskie kobiety i ich uroda. Rozmawiałam z kilkoma i pytałam o kosmetyki, których używają. Niezmiennie pojawiał się olej kokosowy: do twarzy, do ciała, do włosów (a włosy mają BOSKIE). Namaszczały się nim na zewnątrz i od środka. Wróciłam zaopatrzona w olej kokosowy i wykorzystałam go w? kuchni. Kiedy przestałam kupować balsamy do ciała bo guzik nawilżały a nie moją zabójczo suchą i skłonną do alergii skórę, kiedy po czterech (!!!) farbowaniach włosów (robiłam to w profesjonalnym zakładzie, po 9 latach nietykania ich farbami, 2 latach golenia głowy w celu wzmocnienia włosów po dreadach noszonych 7), moje włosy po prostu zaczęły odpadać (tak!), przypomniały mi się Lankijki. Kupiłam olej kokosowy, zaczęłam wcierać, wmasowywać, wklepywać. Skóra jest miękka i obłędnie pachnie (prawdziwym zapachem kokosa a nie aromatem identycznym z naturalnym) a włosy już prawie odzyskały blask i czuję, że szykują się do wzrostu. Olej kokosowy można kupić w sklepach ze zdrową żywnością, takich typu kuchnia świata czy przez internet. Ma różne ceny w zależności od producenta i marży sprzedawcy, ale mniej więcej oscyluje w granicach 15-20-25 zł za 200 ml. Możecie oczywiście przywieźć go sobie ze Sri Lanki, Indii, Filipin lub jakiegoś indonezyjskiego kraju. Nawet nie porównuję cen i jakości. Polecam Wam bardzo, najbardziej jak się da. Tak spopularyzowany ostatnio przez mniejsze i większe koncerny kosmetyczne, robiący karierę olej arganowy się nie umywa. Wiem, bo sprawdziłam. W Maroko. Taki "prawdziwy". Najpierw, przepraszam za określenie, "wysrany" przez kozy, następnie ręcznie zmielony przez berberyjskie kobiety. Szału nie było. Przy kokosie jest :-)

p.s. 1. Olej kokosowy przy temperaturze do 25 °C ma postać stałą, nie przestraszcie się więc, tej białej masy (zwanej także ze względu na wygląd właśnie, masłem kokosowym), wystarczy rozgrzewać ją przez chwilę w ciepłej wodzie i olej w postaci jaką znamy gotowy!

p.s.2. Olej o którym piszę, to olej spożywczy. Idealny do pielegnacji ciała i w kuchni albo na odwrót:-)))