home sweet home kavka 01

…where the house is?
Dostaję dużo maili na swoją skrzynkę lub na fejsbooka (jak Wy mnie tam znajdujecie) z pytaniami dotyczącymi naszego domu. Najczęściej o podłogę i łazienki :-). Dlatego dziś postanowiłam trochę obszerniej napisać na ten temat. Nie chodzi mi o to, że nie chce mi się już odpisywać, ale nie zawsze mam czas by zrobić to od razu a później po prostu zapominam… Tak więc zaczynamy :-)

tea time 2 kavka 1

Mam ostatnio bardzo dużo pracy. Nie narzekam. Uwielbiam swoją robotę a redakcję z którą teraz coś razem tworzymy uwielbiam potrójnie!!! To najwspanialsza praca na świecie, no może oprócz „przytulacza” wombatów ale niestety do niej nie mam odpowiedniego obywatelstwa i kwalifikacji :-). Dużo pracy równa się czas wypełniony po brzegi. Jeśli wszystko jest wykonywane w odpowiedniej kolejności, zgodnie z planem czas jest w porządku ale… No właśnie.
...
I’ve been busy lately. But I don’t complain. I love my job and I adore people from the magazine I currently work with!!! It’s probably the best job in the world. Wait! The „chief wombat cuddler” is better! What a shame I have improper citizenship and qualifications… :-). Anyway, I’m busy as hell. When I organize my work and follow the plan, everything goes smoothly. However… It’s not always like that.

about kavka 5

Dzisiaj napiszę o sobie. Ha, ha, pewnie pomyślicie ? czy można bardziej napisać o sobie, niż robię to ja na kavkadesign? Jednak dziś będzie bardziej. Ostatnio dużo sobie rozmyślam. Oddaję się temu zajęciu z lubością a nawet z pewną lubieżnością :-) Kiedyś pewien znajomy mnich tybetański i lekarz powiedział mi żeby za bardzo nie myśleć, nie analizować, to nie jest zbyt zdrowe. Jednak nie posłuchałam i wciąż myślę :-))) Na przykład DLACZEGO tu jestem. Nie tu, na tym świecie ? ale bardziej konkretnie, na tym blogu :-) Dziś będzie DLACZEGO to wszystko się zaczęło. A zaczęło się ponad sześć lat temu?

Prawda o mnie numer 1.: od dawna choruję na depresję (i tak już z nią zostanę, taką niechcianą ale wierną towarzyszką). Niestety. To straszne cholerstwo jest. Kiedy byłam młodsza potrafiłam całymi dniami leżeć i ryczeć jak bóbr. Ok, kiedy masz 15 lat można to zrzucić na szaleństwo dojrzewania. Ale kiedy masz 25/30/32? Kaman! Coś jest z Tobą nie tak. Płakałam, krzyczałam, zapadałam się w sobie. Smutek, który ogarnia jest nie do zniesienia. Wszystko bez sensu. Nie możesz pracować, nie możesz normalnie żyć. Boisz się świata, ludzi, wszystkiego. Siedzisz w domu a życie pędzi obok ciebie. 

Zebrałam się w sobie. Robiłam tak wiele razy i wiele razy się poddawałam. Ale był moment, gdy sprawy poszły we właściwym kierunku. Znalazłam lekarza (ok ? znalazł go mój mąż Seba, który już nie mógł patrzeć na moje męczarnie). Lekarz zrobił badania. Wyszły te wszystkie ułomności :-) Zaczęłam leczenie. 

Prawda o mnie numer 2.: dyscyplina i konsekwencja to nie są moje mocne strony. Brałam leki. A kiedy było dobrze ? przestawałam. I wszystko zaczynało się od początku. Podobno wiele osób tak mam. Wkurzenie na to, że musisz wciąż być na lekach by żyć normalnie. Zresztą ta normalność nie wydawała mi się wcale normalna. Wszystko było takie spokojne, miłe, ludzie fajni. Do diaska. Przecież pamiętałam, że tak nie jest.  Czyli leki zabierały mi jakąś część świata, który istnieje tylko ja go nie widzę. Po wielu wpadkach, załamaniach w końcu zrozumiałam, że tak być musi. Leki i ładniejszy świat a w zamian zwykłe życie :-)

Prawda o mnie numer 3.: wciąż bałam się ludzi. Dlatego postanowiłam zrobić coś co wydawało mi się strasznie głupie i szalone. Boję się ich więc zamiast uciekać stanę twarzą w twarz. No dobra. Może nie twarzą w twarz, ale całkiem otwarcie. Pokażę siebie, swoje prace, napiszę kilka słów ? może gdzieś znajdzie się ktoś myślący/widzący/czujący podobnie. I tak to się wszystko zaczęło. Blogowanie jako mój prywatny sposób terapii. I wiecie co? UDAŁO SIĘ!

Ten blog zmienił mnie bardzo. Otworzył na ludzi, siebie i wiele spraw. Pozwolił poznać cudowne osoby i dał niesamowitą radość. 

Prawda o mnie numer 4.: jestem niewiarygodną szczęściarą. Tak, tak. Mimo różnych życiowych sytuacji tak właśnie jest. Wiadomo raz jest lepiej, raz gorzej. Takie życie :-) Duży udział w tej mojej szczęśliwości ma kavka. I Wy :-)

Prawda o mnie numer 5.: zmieniam się ? więc zmienia się też kavka. Kiedyś bardziej jako terapia teraz sposób na codzienne bycie z ludźmi  ? nie tylko w virtualu ? bo z wieloma cudownymi osobami spotykam się teraz w realu, lucky me :-)))) Teraz jest więcej słów. Inne obrazy. Wydaje mi się, że zaczęłam robić lepsze zdjęcia. Nie boję się pisać choć wiem, że kulawe są te moje słowa często. Pewnie nawet zbyt często. Robię kavkę dla siebie i dla Was. I chcę ją robić coraz lepiej, piękniej, bardziej?

Prawda o mnie numer 6.: jestem ciekawska i interesują mnie ludzie. Dlatego bardzo często zadaję Wam pytania. Bo bardzo, bardzo chcę wiedzieć! Co myślicie, jakie jest Wasze zdanie na różne tematy, co Wam się podoba a co nie. Dziś też tak będzie. Mam kavkę. Ale lubię też odwiedzać inne miejsca. Jakoś ostatnio nie udaje mi się trafić na nic co by mnie zainteresowało. Może źle szukam? Może nie umiem tego robić? No sama nie wiem. Dlatego bardzo proszę o wskazówki. Jakie są Wasze ulubione blogi, strony, miejsca w sieci? Macie jakieś ostatnie wspaniałe odkrycia, którymi się podzielicie? Bardzo, bardzo proszę :-))) Chcę oglądać, podziwiać i czytać!!!

about kavka 2

Strasznie się rozpisałam na początku tygodnia:-))) By był piękny. Życzę tego Wam i sobie. I jak zawsze czekam na Wasze słowa

love you

p.s. 1. nie obnoszę się ze swoją chorobą ale też jej nie ukrywam. Mówię otwarcie jak jest. Napisałam Wam o niej w konkretnym celu. Nie żebyście mi współczuli (jaka bidulka, oj, oj), nie żebyście ze mnie kpili (choć i tacy się pewnie znajdą ale co tam) albo krytykowali, że piszę coś takiego bo w sumie po co takie sprawy publicznie poruszać, lepiej upchnąć pod dywanikiem albo zaryglować za stalowymi drzwiami własnego domostwa ? ale oczywiście macie prawo do krytyki jak najbardziej:-))). Enyłej ? chciałam pokazać, że deprecha może stać się impulsem do czegoś dobrego, rozwijającego, co stanie się sposobem na życie i radzeniem sobie z nim. Zresztą wiele osób które mnie zna ale nie wie o depresji na wzmiankę o niej mówi: ?dzisas jesteś jedną z najweselszych i najbardziej optymistycznych osób jakie znam! Nie wierzę w twoją chorobę?. Więc UWIERZ i ZOBACZ, że da się z nią żyć szczęśliwie, tak, tak Kochani:-). Ten wpis to taki mój malutki, malusieńki znak w stronę wszystkich podobnych mi ludzi. DAMY RADĘ :-)))

p.s. 2.ze zdjęcia spogląda na Was Kokulek. Czujny i piękny :-)

cats kavkadesign 10

?Gdyby można było skrzyżować człowieka z kotem, skorzystałby na tym człowiek, a stracił kot.?

Zdecydowanie, Mark Twain miał rację! Koty są cudowne. Moi czterej eleganccy panowie potrafią rozśmieszyć, pocieszyć, wkurwić i dać do myślenia. 

Żadne z nich rasowe egzemplarze. Żadne wybierane z namaszczeniem najlepsze sztuki z miotu. Zwykłe bestie rasy środkowoeuropejskiej. Dachowcami powszechnie zwane. Ze skazami, złamanymi zębami, rozerwanym uchem. Najukochańsze. Karmione po królewsku. Moje łóżko tak naprawdę jest ich łóżkiem. Co noc nieśmiało układam się na wydzielonym mi kawałeczku, delikatnie by nie przeszkodzić już zaspanemu kotu. Zero kłopotów z zaśnięciem i pełna regeneracja. Polecam cierpiącym na bezsenność. Antek, Koksik, Koko, Paproch. Wszystkie po przejściach. Zbierane z ulicy. Skrzywdzone przez ludzi. Antka opalano nad gazem. Koksik był na skraju życia gdy go znalazłam, z wiszącą, bezwładną łapą, wyrwaną sierścią, wychudzony do granic. Koko został uratowany przez koleżankę z jednego ze śródmiejskich śmietników. Paproch wyrzucony z domu przez sąsiadów (wstyd, wstyd, wstyd!!!). Z odmrożonymi uszami i ogonem. Wylękniony. Rok zajęło mu odważenie się na nasz dotyk. Teraz ? największy pieszczoch. Jakim trzeba być skurwielem Kochani zmieniam to zdanie aby nie wywoływało mylnych emocji i reakcji, których w ogóle nie chciałam wywoływać nawet o nich nie pomyślałam i zastępuję je: Jaką trzeba być istotą aby krzywdzić zwierzęta. Zgadzam się z Dorotą Wellman, która napisała: ?Jestem głęboko przekonana, że ten, kto krzywdzi zwierzę, skrzywdzi człowieka? Święte słowa Pani Doroto!

Urządzamy nasze domy z namaszczeniem. Dbamy o każdy detalik. Potrafimy miesiącami decydować się na właściwe obicie kanapy. Marzymy o mikserach, lampach, fotelach. Chcemy mieć pięknie, domowo, przytulnie, czasem zrobić wrażenie na znajomych, podkreślić swój status społeczny kupując takie a nie inne meble (tylko od dizajnerów i tylko dokładnie wyselekcjonowane), żadne tam podróbki imsów z internetów. Czy w tych starannie zaprojektowanych domach jest miejsce dla kociej sierści, rysy na podłodze od psiego pazura, ?lekko? podrasowanej przez pupilka tapicerki fotela? CZY JEST MIEJSCE NA NIERASOWCA, STARUSZKA, POSPOLITEGO BRZYDALA, który nigdy nie będzie modny (smuci i dobija mnie moda na rasy psów, smuci i dobija widok ?modnych ludzi" np. na Mysiej, placu Zbawiciela, z modnymi psami, co się z nimi dzieje gdy moda przemija, właściciele wskakują w nowy, najbardziej trendi uniform z nowym trendi pupilkiem u boku a zwierzę, tak jak przebrzmiałe wdzianko do kosza)???

U mnie miejsce jest. Antek?Tapicer pierwszorzędnie ?poprawił" gładkie obicie sofy na takie puszyste, milutkie, buklowe :-) Jego indywidualny rys nadany skandynawskiej masówce! Dwa przemysłowe odkurzacze pracują pełną parą dostarczając dziennej dawki ćwiczeń a cztery zwinne, pomysłowe, diabelnie inteligentne i  nieziemsko żarłoczne bestie ogromnej dawki śmiechu i miłości. Szczęściara ze mnie!!! Ogromna szczęściara!

cats kavkadesign 2cats kavkadesign 3cats kavkadesign 4cats kavkadesign 5cats kavkadesign 6cats kavkadesign 7cats kavkadesign 8cats kavkadesign 9

W sesji udział wzięli: Koksik, mysz Ester (ich ulubiona, filcowa, robiona przez mnie zabawka, było już kilka wcieleń Ester, niezmiennie bije na głowę inne/kupne zabawki), Paproch, Koko i pies z Pies czy Suka, Antoś i ogon Koksika, Koksik ponownie z Ester i na ostatnim zdjęciu ? mistrz Zen ? Paproszek :-)

Wszyscy wysyłamy do Was moc puszystych uścisków!!!

esencjalizm kontra minimalizm kavka 2

Opętana szałem mówienia i własnymi przemyśleniami robiłam ostatnio wykład mojej przyjaciółce Lence (sorry Kochanie :-) o bezsensowności, wyświechtaniu i totalnym zdewaluowaniu się słynnej maksymy pana van der Rohe ?Less is More?. Że teraz każdy (lub niemal każdy) zwykł zwać się minimalistą, że zaroiło się od minimalistycznych wnętrz, ubrań, produktów. 

Tak, uwielbiam te domy minimalistów rozciągające się na powierzchni 500 m2 z jednym krzesłem, betonową ścianą i łóżkiem. Im większy metraż i mniej sprzętów tym lepiej (co tam, że trzeba gdzieś upchnąć pralkę, skarpety i może nawet książkę, chociażby elektroniczną). Minimalizm na 500 metrach rulez! A jak sprzęty to obowiązkowo minimalistyczne! I mnożą się ?projekty? lamp: kabel+ żarówka, lub stołów: blat + nogi a ?projektanci? wciąż na nowo odkrywają formę kubka do powolnego kontemplowania kawy fair trade i eco, jakby kubków ta planeta nie dość już na swe łono przyjęła (podobnie jak lamp i stołów). Prym wiedzie pewien serwis z minimal w nazwie, który w szalonym tempie podrzuca smakowite, minimalistyczne pomysły na minimalistyczny styl życia. I czy wciąż  ?Less is More?? Czy raczej prawdziwsze jest stwierdzenie pewnego dramaturga, który mówił, że z niczego zawsze będzie NIC? Przesada nie jest dobra. Komercjalizacja i marketyzacja tym bardziej. Tworzenie mód zawsze ma na celu zwiększanie zysków. Więc znów brrr. W takim świecie niestety żyjemy. Dlatego odchodzę od Mies?a i idę za Ramsem*, któremu przyświecała idea ?MNIEJ, ALE LEPIEJ?. Jest bardziej sensowna, prawda? W tym LEPIEJ zawiera się cała esencja. Tu dochodzę do sedna (tak, wiem nie jestem zbyt minimalistyczna w swoich wywodach :-). Trend na M ma poważną konkurencję. Konkurencja ta zwie się esencjalizm. W swoim założeniu także opiera się na redukcji ale tutaj redukcja jest nie celem (jak w m. gdzie powoli staje się to sztuką dla sztuki) a środkiem do osiągnięcia celu. Esencjalizm namawia do dokonania wyboru: co dla nas jest ważne a co najważniejsze? z kim chcemy spędzać czas, czy marnować go na tysiące wirtualnych znajomości na fb czy poświęcić jednemu ?stacjonarnemu? przyjacielowi? Chodzi o ustalenie priorytetu i wyłuskaniu sedna rzeczy. Celowo używam słowa priorytet a nie tak powszechnego jego odpowiednika w liczbie mnogiej. Dlaczego? W ostatnim numerze Kinfolka przeczytałam interesujący wywiad z Gregorem McKeown autorem książki ?Essentialism: The Desciplined Persuit of Less?. Otóż, przy pracy nad nią prześledził rozwój słowa priorytet w języku angielskim. Pojawiło się ono około 1400 roku i oznaczało rzecz najważniejszą, pierwszą czyli MUSIAŁO istnieć tylko w liczbie pojedynczej. logiczne. Od  ok. 1900 roku wraz ze zmianami ekonomicznymi słowo priorytet uległo cudownemu rozmnożeniu i dziś możemy mieć 50, a ci co bardziej zachłanni, nawet 100 priorytetów. I jest to zaprzeczenie znaczeniu tego słowa, bo jak można uznać 24 rzeczy za tak samo priorytetowe? Rozumiecie? Czy skupiając się na jednoczesnym wykonywaniu 24 priorytetowych zadań możemy zrobić je tak samo dobrze? Sami sobie odpowiedzcie :-) To fajny wywiad choć o oczywistych oczywistościach: wyborach, dokonywaniu SELEKCJI, mówieniu NIE, prawdziwym, dobrym i pełnym  życiu, ustalaniu właściwych proporcji między pracą i nie-pracą. Są tam oczywiście momenty które mnie śmieszą np. dokładne wyznaczenie ilości godzin spędzanych tygodniowo z dziećmi czy żoną (to takie amerykańskie, choć pan jest Anglikiem) ale ok, jeśli ktoś tego potrzebuje jak pan McKeown (on ma akurat 15 godzin na żonę i 15 na dzieci, choć gromadka jest dość liczna) to też dobrze. Wszystko dla ludzi. A raczej esencjalistów :-) I myślę, że to słuszny kierunek i gdyby ludzie tak żyli byłoby więcej zadowolonych twarzy, mniej pracy dla psychiatrów i psychologów, mniej rozwodów i płycizny w związkach. I nawet niech będzie to najgorętszy trend nadchodzącego sezonu a najlepiej kilku. I niech rozleje się na świat :-)

I co Wy na to?

Ja już zaczęłam dawno temu, choć wtedy nie wiedziałam, że istnieje specjalne określenie tej jednostki chorobowej więc nadal nazywać się esencjalistką nie zamierzam. Po prostu żyję po swojemu, z boku, nie mam tysiąca znajomych na fejsie a instagramu to nawet nie potrafię obsługiwać. Wolę poleżeć w nowej relaksacyjnej przestrzeni, którą stworzyłam specjalnie dla naszej rodziny. I myślę, że spędzimy tam więcej niż 15 godzin tygodniowo :-)

* polecam esej ?R jak Rams?, pochodzący z rewelacyjnej książki ?B jak Bauhaus. Alfabet współczesności?. Autor pewnie wielu z Was jest doskonale znany: Deyan Sudjic. (Wydawinctwo Karakter 2014).