gift 01

Wszyscy piszą o prezentach, napiszę i ja. Nie zrobię Wam listy z propozycjami. Nie umieszczę linków do sklepów. Nie skomponuję też inspirujących kolaży ze zdjęć tego co może tym prezentem zostać (choć jest to kusząca, super łatwa i efektowna w skutkach robota, i oto mamy przepis na zaliczenie kolejnego wpisu na bloga, dzieląc go jeszcze na części: part 1, part 2, itd? pociągniemy tak do samych świąt :-))). Zastanawiam się natomiast jak to z tymi prezentami jest oraz co JEST lub STAĆ SIĘ może najwspanialszym/najdroższym/najukochańszym prezentem? Czy coś ofiarowanego przez innych staje się cenniejsze niż gdybyśmy kupili to sobie sami? Czy sweter zrobionych przez ukochaną babcię jest wart mniej niż snobistyczne perfumy Byredo Blanche. Czy ostatecznie i one nie przegrają w rozgrywce z pantofelkami Prady? Czy wybierana pieczołowicie mądra książka, ważna dla nas nie okaże się śmiesznym, tanim i chybionym prezentem dla przyjaciółki kompletującej swoją biblioteczkę według kolorystycznego klucza? Czy własnoręcznie zrobiona ilustracja może ozdobić ścianę salonu (albo chociaż przedpokoju) w domu siostry? Czy wybierając prezenty, nie kierujemy się własnymi pragnieniami? Praktycznym podejściem do życia? Sympatią (większą lub mniejszą) dla obdarowywanej osoby? Czy wreszcie wymyślanie/wykonywanie lub nabywanie prezentów nie jest dla nas przykrym obowiązkiem, czymś co zrobić przed świętami trzeba, odhaczyć kolejny punkt na liście rzeczy nie do uniknięcia? No i jak te prezenty przyjmujemy? Ja lubię dawać, mam problem z przyjmowaniem. Zresztą jak już tu wcześniej pisałam, czas świąteczny nie jest dla mnie równoznaczny z dawaniem prezentów.  Jeśli mam pomysł wcześniej to Mikołaj może przyjść nawet w lipcu. I tu jeszcze jeden problem. Jak już ten Mikołaj do nas zawita, ale prezent jakiś taki nietrafiony, nieudany, bez polotu przyniesie lub po raz kolejny znajdziemy pod choinką przysłowiowe kapcie lub krawat ? to co? Załamka? Dobra mina do kiepskiej sytuacji? ?Przyszłościowy" prezent dla teściowej, ojca lub nielubianej bratowej gotowy? PROBLEMY, same problemy i dylematy. Dlatego u mnie w tym roku prezentów NIE BĘDZIE!

A co Wy myślicie? Mówcie szczerze :-) Jestem ciekawa Waszych opinii.

...

Xmas gifts ideas EVERYWHERE!!! Unique Christmas gifts, Best Gifts Ideas for Xmas, For Her & Him? It's like having little, malicious gnome sitting on my shoulder and whispering to my ear: don't think about it girl, WE do it for you! BETTER! Yes, of course, you KNOW my close loved ones better than me. But telling the truth the whole process of picking up Christmas gifts might be a huge problem and risky challenge (even bigger than balloon flight around the earth sometimes :-))). Don't you know it? What is the best/perfect/most beloved and desired gift? Depends on the price, the person who gives it or the involvement of making it by our own hands? Do you prefer giving or getting gifts? What directs your choices? Own desires, practical approach to life (I hate this what is called  "practical gifts" wrrrrrrr), big or smaller liking? All this "giving and getting" might be a big, big problem. Therefore, this year Santa Claus won't come into my house!!! Did I say it? YES :-)

And what's your opinion about all this fuss with Xmas gift ideas?

coconut oil 11

When I visited Sri Lanka some years ago, I was fascinated by Sri Lankan women. Their beauty. I asked some of them what they usually use for the care of skin and hair. The answer wast always the same: coconut oil. I came home with a supply of this heavenly oil, and used it in? my kitchen. When problems with my very senstitive, allergic skin and weak, demaged hair became unbearable, I remembered their words. Coconut oil. Started to use it. For everything. I got rid of expensive body lotions and shampoos. FOR ME, it was a great waste of time and money, of course:-) If you don't want to support big pharmaceutical companies, lose money, be more eco and live in a minimalist way (you can use coconut oil both in the bathrooom and the kitchen) you should try this solution. My skin has become incredibly soft and smells wonderfully. Hair caught brillance and seems to be stronger. And saved money I can spend for the next trip to Sri Lanka!

...

Moja siostra mówi, że jestem leciutką snobką. To fakt, ćwiczenia gimnastyczne wykonuję w dresie S..... M........ . (wolałabym Yamamoto Y-3, ale coś mi mówi, że to jednak ubrania nie do ćwiczeń a sportowego looku), spodnie TYLKO .-.... i d....., bo są niezawodne, wytrzymałe, super leżą i zawsze wiem, co i jak z numeracją. Pracuję, telefonuję i internetuję na sprzęcie z sadu, bo to technika dla idiotów (tak, tak, za indolencję trzeba płacić i nie ma co ubierać tego w ideologię zaawansowanego dizajnu, technologii czy o zgrozo, stylu życia!). Sieciówki pokroju .&. i podobne już omijam szerokim łukiem (nie stać mnie na rzeczy nietrwałe i źle uszyte, itd.), używam tylko mydła marsylskiego a herbatę zamawiam w K.... T.., mam robot K..... A.. (użyłam go RAZ do ubicia śmietany, która i tak zamieniła się w masło) itd. itp? Ale w stwierdzeniu Ewy, jest tylko ziarnko prawdy, bo przecież nie kupiłam torebki Vuittona, nie mam chodaczków Chloé (które wołały mnie syrenim głosem), ani trenczu Burberry (który, ponoć każda kobieta w pewnym wieku w swej garderobie mieć powinna, bo to niezawodny klasyk i pasuje do wszystkiego). Fakt, ulegam fascynacji rzeczami, które może nie do końca są warte swojej ceny, ale przy moim stylu kupowania: jedna para spodni, 2 pary butów (w tym jedna conversów), marynarka i/lub bluza, sweter, 3/4 t-shirty ROCZNIE mogę kupić coś droższego i bardziej zastanowić się nad wyborem nie wpadając w bezlitosny dla naszych mózgów i portfeli szał wyprzedaży. W jednej kwestii przestałam się "łapać" na markę. W kwestii kosmetyków. Nie wydaję już majątku na kremy, które i tak nie czynią ze mnie bogini, tusze do rzęs z logasami domów mody czy inne różności. Moja półka w łazience (a raczej szuflada) ma powierzchnię 15x20 cm i wszystko się tam mieści, łącznie z suszarką, nożyczkami, tamponami, wacikami i tego typu przyziemnymi rzeczami. Kiedy, kilka lat temu byłam na Sri Lance, zafascynowały mnie lankijskie kobiety i ich uroda. Rozmawiałam z kilkoma i pytałam o kosmetyki, których używają. Niezmiennie pojawiał się olej kokosowy: do twarzy, do ciała, do włosów (a włosy mają BOSKIE). Namaszczały się nim na zewnątrz i od środka. Wróciłam zaopatrzona w olej kokosowy i wykorzystałam go w? kuchni. Kiedy przestałam kupować balsamy do ciała bo guzik nawilżały a nie moją zabójczo suchą i skłonną do alergii skórę, kiedy po czterech (!!!) farbowaniach włosów (robiłam to w profesjonalnym zakładzie, po 9 latach nietykania ich farbami, 2 latach golenia głowy w celu wzmocnienia włosów po dreadach noszonych 7), moje włosy po prostu zaczęły odpadać (tak!), przypomniały mi się Lankijki. Kupiłam olej kokosowy, zaczęłam wcierać, wmasowywać, wklepywać. Skóra jest miękka i obłędnie pachnie (prawdziwym zapachem kokosa a nie aromatem identycznym z naturalnym) a włosy już prawie odzyskały blask i czuję, że szykują się do wzrostu. Olej kokosowy można kupić w sklepach ze zdrową żywnością, takich typu kuchnia świata czy przez internet. Ma różne ceny w zależności od producenta i marży sprzedawcy, ale mniej więcej oscyluje w granicach 15-20-25 zł za 200 ml. Możecie oczywiście przywieźć go sobie ze Sri Lanki, Indii, Filipin lub jakiegoś indonezyjskiego kraju. Nawet nie porównuję cen i jakości. Polecam Wam bardzo, najbardziej jak się da. Tak spopularyzowany ostatnio przez mniejsze i większe koncerny kosmetyczne, robiący karierę olej arganowy się nie umywa. Wiem, bo sprawdziłam. W Maroko. Taki "prawdziwy". Najpierw, przepraszam za określenie, "wysrany" przez kozy, następnie ręcznie zmielony przez berberyjskie kobiety. Szału nie było. Przy kokosie jest :-)

p.s. 1. Olej kokosowy przy temperaturze do 25 °C ma postać stałą, nie przestraszcie się więc, tej białej masy (zwanej także ze względu na wygląd właśnie, masłem kokosowym), wystarczy rozgrzewać ją przez chwilę w ciepłej wodzie i olej w postaci jaką znamy gotowy!

p.s.2. Olej o którym piszę, to olej spożywczy. Idealny do pielegnacji ciała i w kuchni albo na odwrót:-)))

EPC

eames1eames3

Niektórzy mogą myśleć, że krytykuję wszystko co stanie się bardziej popularne, pozbawione otoczki elitarności, dostępne dla mas. Kreuję się na tak wysublimowaną, że produkt masowy staje mi się wstrętnym i nie do zaakceptowania jak tylko przekroczy progi domostw dużej liczby mieszkańców naszej cudownej planety. Czymś co trzeba wyśmiać, skrytykować, odrzucić.  Otóż nie. No, może nie zawsze :-))) Zastanawiałam się ostatnio dlaczego niektóre przedmioty stają się sławne. Pożądane. Kultowe. Dlaczego tak bardzo chcemy je mieć. Czy dlatego, że inni je mają, są synonimem czegoś (no właśnie, czego synonimem mogą być pieprzone przedmioty), ulegamy reklamie, chcemy by inni nam zazdrościli, czy chcemy poprawić sobie humor otaczając się rzeczami pięknymi?

To chyba jedno z najczęściej fotografowanych krzeseł świata. Nieodzowny element wielu "deco stylizacji". EPC. Eames Plastic Chair to współczesna wersja Fiberglass Shell Chair, zaprojektownego przez Eamesów w 1948 roku (we współpracy z Zenith Plastics) na konkurs Low-Cost Furniture dla Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku. W przypadku tych krzeseł pląsam w korowodzie fanów już od lat.

Kupiłam bo:
a. bardzo podobała mi się ich prosta ale jednocześnie organiczna forma
b. potrzebowałam krzeseł
c. potrzebowałam WYGODNYCH krzeseł
d. potrzebowałam krzeseł ODPORNYCH NA KOTY
e. podobają mi się projekty Eamesów, idea przyświecająca ich procesowi twórczemu
f. chciałam mieć mebel zaprojektowany przez ten duet (wolałabym ich dom, ale tego nie da się zrealizować)

Nie żałuję. Krzesła (w nowej wykonanej z polipropylenu muszelce) są super wygodne. Dla moich obolałych pleców i już nie tak szczupłych jak kiedyś czterech liter to najlepsze rozwiązanie. Ich obraz, wyświechtany przez magazyny i programy wnętrzarske, wciąż cieszy moje oczy. Goście mając do wyboru eamesy i inne krzesła zawsze siadają na nich. Coś w tym jest. Zastanawia mnie co kieruje innymi kupującymi to klasyczne krzesło (w wielu wersjach do wyboru). Czy to, że klasyk, czy to że popularny klasyk. Wybierają je za urodę, wygodę czy nazwisko projektanta wytłoczone na spodzie? A jeśli tak, to co z tymi którzy nabywają krzesła INSPIROWANE projektem? No bo jeśli, chcemy mieć eamesa a kupujemy podróbkę (lepiej lub gorzej "zainspirowaną" oryginałem) to czy wystarcza nam świadomość, że wygląda prawie jak oryginał czy świadomość, że inni myślą, że to jednak jest oryginał? Co sądzicie? Oprócz tego, że kradzież wartości intelektualnej (jak to się ładnie nazywa) jest odrażająca, bo to jest oczywiste? A Wy dlaczego kupiliście/nie kupiliście eamesika?