sofa A

sofa B

sofa D

sofa C

sofa E

sofa F2

sofa G

Królowa salonów. Razem z królem telewizorem niepodzielnie dzierżą władzę w większości domów. W zależności od gustów, potrzeb lub zasobności portfeli mieszkańców może być mała, duża, pstrokata, biała, ze skóry, lnu, plastiku, drewna, designerska, układająca się w literę L (lub nawet podwójną L), obła, z przystawkami, naroślami, ozdabiana poduchami, plamami z kawy, znaczona pazurami kotów i ostrą działalnością dzieciaków. SOFA. Ostatnio zauważam daleko posuniętą gigantomanię w temacie wyboru sofy. Nieważne, że ciężko poruszać się w przestrzeni przez nią zdominowanej, musi być duża, wręcz ogromna. Duma  i chluba domowników. Wiem, wiem lubimy po ciężkim dniu poleżeć sobie na niej. Sama nie jestem wyjątkiem. Ba, może nawet przyczyniłam się do niepotrzebnego zagracenia planety nabywając ją w dwóch egzemplarzach! Jedną bajerancką a drugą z popularnego szwedzkiego sklepu meblowego. Cóż z tego, że małe? Że miłe dla oka, wygodne, praktyczne i ładnie uzupełniają przestrzeń mojego dość ubogiego w meble i przedmioty białego domu? Nie ma usprawiedliwienia dla tej rozrzutności! No może tylko takie, że uwielbiam zanurzać się w miękkich poduchach z książką, nowym kolorowym magazynem i zdecydowanie poprawia mi to nastrój. A kiedy nastrój poprawiony to i człowiek milszy dla siebie i innych. Mam za to dziwną refleksję. Nie wiem czy powoduje ją mój „prosty” i mało wymagający stosunek do życia, brak wyrafinowania czy po prostu doświadczenie lat trzydziestu ośmiu? W rozgrywce na „tę bardziej ulubioną” wygrywa ta tania, popularna, niezbyt wymyślna, w zwykłym pokrowcu a nie filcowej sukience (100% wełny :-), nie zrobiona na zamówienie w Danii i niecierpliwie oczekiwana kilka tygodni, skromna, biała sofa. Wniosek? Trzeba było pojechać na dalekie wakacje i tam pod egzotycznym niebem poleżeć w hamaku ;-)

Wasze opinie? Usiąść modnie czy wygodnie? I jaka powinna być ta SOFA IDEALNA?

...

The queen of the living rooms. It can be small, big or even (if you’re a litte extravagance, of course) huge, cheap, expensive, white, multicolored, in floral pattern, made of wood, plastic, filled with gentle feathers, hard as a board, in shape of L or quite oval, with the piles of cushions, (the sad-looking) coffee stains, marked by cat’s claws or sweet, happy-go-lucky kids. Pride of the dwellers. THE COUCH.  For me, the perfect one must be white, with soft cushion, made of linen, not so small, not so big. We had two couches in our white, spacious house with hardly any furniture. Both fit perfectly. One is from big Swedish furniture store (you know the name, don’t you?), and the second one made in Denmark, on request, telling the truth – quite expensive. And you know what? This cheap, very common worldwide is my favourite. You may say I’m not sophisticated enough, have popular taste… It can be. But possibility of spending peaceful and quiet afternoons with the interesting books, and new, inspiring magazines on that sofa is priceless! 

What you think? Is it better to sit fashionably or comfortably? And how THE PERFECT SOFA should be?

mornings 9mornings 10mornings 11

Podobno, kto rano wstaje temu Pan Bóg daje. Nie powiem żebym doświadczyłam tego w praktyce, ale poranki uwielbiam. Precyzyjnie mówiąc bardzo wczesne poranki. To moja ulubiona pora dnia. Wstaję ok. 5-5.30. Budzi mnie słońce wpadające przez okna dachowe oraz niecierpliwe podskoki i pomruki kotów, domagających się śniadania. Wstaję, wypełniam kocie miseczki, schodzę na dół, napełniam psią miseczkę, gotuję wodę, wypuszczam pasa do ogrodu, kroję cytrynę, imbir, wrzucam do kubka, zalewam gorącą wodą, wracam na górę do łóżka. Powoli wypijam rozgrzewająco-energetyzujący poranny napój. Niewiarygodne, ale jeszcze jakiś czas temu, wydawało mi się, że bez mocnej herbaty z dwoma (ok, trzema) łyżkami miodu nie uda mi się oprzytomnieć na tyle by jakoś zacząć dzień. Obyło się bez kroplówek z burn?a, soli trzeźwiących i rwania włosów z głowy oraz soczystego przeklinania zaleceń lekarza i jego samego. Lubię ten stan, kiedy ukontentowane śniadaniem zwierzęta wracają do ciepłych łóżeczek oddając się swoim ulubionym zajęciom (czyli spaniu), a ja mam chwilę (lub raczej pół godziny ;-), by zastanowić się nad nadchodzącym dniem, przejrzeć magazyny, przeczytać kilka stron ZACZYNU*, zanim rozpocznę całodzienną bieganinę (poprzedzoną półtoragodzinnymi ćwiczeniami na urządzeniu do tzw. ?modelowania sylwetki?). A Wy? Lubicie wczesne pobudki, czy każda kolejna ukradziona porankowi senna minuta wydaje się Wam bezcenna?

p.s. DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKIE WASZE CUDOWNE KOMENTARZE DO OSTATNICH POSTÓW!!!

mornings 5

It is said: the morning hour has gold in its mouth. Is it true? I don?t know, but morning is my favourite part of the day. I usually start it at 5-5.30 a.m. waken by the sun and hysterical meowing of ?starving? cats. I get up from the bed, feed my furry beasts, go downstairs, boil water, go with the dog to the garden, come back home, cut the lemon and ginger into thin slices, put them to the mug and pour boiling water, finally come back upstairs to my warm, quiet bed. Before the day starts I drink my super energizing drink very, very slowly, think about the coming day, read some magazines or few pages of the book. A perfect beginning. Do you agree? Or perhaps every single, sleepy moment sloten from the new day is priceless and you want to keep it a little longer?

Zaczyn. O Zofii i Oskarze HansenachFilip Springer, wyd. Karakter, 2013

kitchen 1kitchen 4kitchen 3

Lubię wracać do domu. Witają mnie spokój, znajome graty, biel i tańczący pies. Rzucam torby na stół w kuchni, zdejmuję buty i jestem u siebie. W mojej czasoprzestrzeni. Jeszcze minie chwila gdy będę musiała powrócić do rzeczywistości, rozgrzebanych projektów, zaległych rysunków, brudnych kubków i kocich kudłów czekających na odkurzacz:-) Chwila z nowymi książkami (Zbrodniarz i dziewczyna oraz Londyn NW), ładnymi magazynami i zimnym, lekko słodkim mlekiem ryżowym. Leżę na sofie i myślę jak bardzo brakuje mi na wszystko czasu. Wydaje mi się, że im jestem starsza tym wolniej pracuję i ciągle czegoś z listy DO ZROBIENIA DZIŚ nie robię. Czasu nie zdołam rozciągnąć jak chińskiej, kolorowej, perfumowanej plasteliny z dzieciństwa (pamiętacie to cudeńko?). Więc co robić? To chyba jakiś defekt, bo wydaje mi się, że inni mają tego cholernego czasu dla siebie w nadmiarze. Czy to dlatego, że ciągle pędzą, spieszą się, gnają a ja jestem powolna i przez życie idę spacerkiem? A Wy? 

Całuję i życzę Wam tyle czasu ile potrzebujecie. Na wszystkie zachcianki i przyjemności. 

Kavka

p.s trochę o mnie w ostatnich Wysokich Obcasach Extra, zajrzyjcie jeśli macie ochotę :-)

work space 2

Lubię podglądać ludzi w ich domach. No może nie dosłownie, bo jeszcze nie skradam się nocą pod oknami znajomych i nieznajomych próbując dojrzeć coś w rozświetlonych wnętrzach. Pomagają mi w tym delikatnym zboczeniu magazyny, książki i strony ?wnętrzarskie?. Ciekawi mnie jak wyglądają cudze sypialnie, salony, kuchnie, jakie książki stawiają na półkach domowych bibliotek, jakie kremy w łazience, czy jedzą przy stole w jadalni, przy kuchennym parapecie a może na turystycznym stoliku przed telewizorem. Niestety obrazy mi udostępniane nie zawsze są prawdziwe. Albo może ciuteńkę zafałszowane. Bo wiadomo, ładne sprzeda się lepiej niż brzydkie, a sztaby wyszkolonych stylistek jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki usuną wszystkie ?niepotrzebne? elementy. I mamy stacjonarne komputery, miksery, czajniki działające bez NIEESTETYCZNYCH kabli, blaty i stoły kuchenne z wysublimowanymi kompozycjami warzyw i naczyń, książki ułożone ładnymi okładkami do góry, albo co gorsza w porządku kolorystycznym. Itd, itp. Wiecie o co mi chodzi? Sama łapię się na tym, że chcę by było ładnie w sposób odrealniony. Bez kabli, brzydkich okładek, zniszczonych domowych chodaczków. Więc dziś będzie tak: moje miejsce pracy, bez pudru i lukru, z brudnym kubkiem, reklamówką, rachunkami za prąd, psim kłaczkiem na podłodze. Tak to wygląda. I uwierzcie na słowo, jest to wersja DELUXE. Nie chcielibyście zobaczyć tego stołu gdy pracuję. Mały fragment (dość estetyczny :-) na zdjęciu skośnookich dam. 

work space 1work space 6work space 8

Nie dziwią mnie uładzone, wystylizowane salony, jadalnie, łazienki. Tam da się tak żyć. Dziwią mnie wystylizowane miejsca pracy. Bo to wszystko pięknie wygląda. I stosik notesów z marmurową kulką na szczycie, i ołówki* ułożone równo obok pojemników, pojemniczków, słoiczków mających swoją równie ułożoną i estetyczną zawartość. I malutkie wazoniki z malutkimi kwiatuszkami. Bo ja wiem, że u mnie taki stan trwałby minutę, dwie lub maksymalnie trzy zanim ołówki nie zginęłyby pod stosem kartek, kartki pod stertą gazet, linijek i ścinków wszystkiego co wpadło mi w ręce, a wazonik szybko byłby pusty wylewając wcześniej swą zawartość albo na klawiaturę albo na ilustrację nad którą właśnie pracuję. Tak to wygląda. Gdzie drwa rąbią tam wióry lecą (czy jakoś tak). Więc nie tracąc czasu na stylizacje pokazuję ten kawałek przestrzeni super ważny dla mnie. Bo chciałabym zobaczyć jak on wygląda u innych osób pracujących dużo w domu, jak on wygląda u Was. Czas zaoszczędzony na poniechaniu (ach co za cudowne słowo: poniechać, poniechaj, poniechajmy) stylizacji poświęcę na przygodę z owcą. I zanurzę się w świat niezwykle zmysłowych uszu.

work space 7

Cudownego weekendu Kochani

*oczywiście i u mnie znalazł się obowiązkowy, piękny, rzec by można ustylizowany element. Ten oto ptaszkowy ołówek. To prezent. Cudowny. Oszczędzam go i nie używam. Służy memu oku, by w chwili zadumy nad projektem, ilustracją, zadaniem do wykonania ?na wczoraj" spojrzenie jego mogło spocząć na czymś naprawdę rozkosznym :-)))

?

lampa 1lampa 2

I need new lamp to my living room. I need it soooo badly. This one is great, but I use it in my "office" right now. It's absolutely the best solution for person (like me) who needs big table and more, more and more space for all my pencils, papers, brushes, scissors etc. (still not enough space of course:-) So, I need new one. Big, WHITE, with modern look, which gives as much light for reading as possible, can be a perfect companion for this gray sofa, and of course not so expensive. Any suggestions? Please help!!! I'm fed up with moving this giant and heavy lamp around the house!

...

Kochani, jest sprawa. Sprawa nazywa się lampa. A raczej jej brak. Załączony obrazek obecność lampy pokazuje, ale jest to tylko pół prawdy. Lampa jest jedna, a potrzeb wiele. Lampa obecnie wiedzie tryb wędrowny. Od sofy do biurka, od biurka do sofy. Kupiłam już wiele lamp. Wybory, oprócz tej jednej: NIETRAFIONE! Za niska, za wysoka, bez regulacji wysokości, złej jakości. Znacie to uczucie, kiedy widzicie coś, co niby pasuje, niby jest ładne, niby to jest to, czego szukaliście a największą zaletą tego czegoś jest niska cena? No właśnie. Ja też przekonywałam siebie i Sebę (z tym było gorzej, gdyż mój mąż wie czego chce i nie zadowala się półśrodkami): no kupmy, no może nie jest idealna ale niebrzydka, no i taka TANIA (tak, to zawsze jest główna przyczyna nietrafionych, zbędnych, niepotrzebnych inwestycji). Skończyłam z tym. Lampa ma być ładna, praktyczna, super wykonana, z możliwością regulacji, no i? niezbyt droga :-) Co robić? Wolałabym coś mniej "technicznego", no i "modyfikacji" lepszych lub gorszych tego modelu pojawiło się tysiące od czasu gdy nabyłam ją drogą kupna 8 lat temu. Więc coś mniej technicznego, ale z regulacją wysokości. Coś białego (oczywiście) ale nie z tkaniny. Coś co będzie pasować do sofy i da wystarczającą ilość światła przy czytaniu. No i żadne ledy, absolutnie :-) Co radzicie? Macie jakieś pomysły? Znaleźliście coś przy poszukiwaniu lamp do Waszych gniazdek? Poratujcie zagubioną w świecie nadmiaru produktów i informacji o nich duszyczkę. Już nie mam siły targać tej lampy po całym mieszkaniu :-)))

p.s na zdjęciu "zakomponowałam" nowy numer brytyjskiego Vogue'a, wiecie tak jak styliści zawsze robią. Magazyny, to obok stosiku albumów z obowiązkowym wydawnictwem o bauhausie nieodzowny punkt programu zdjęć tzw. wnętrzarskich. Więc i ja "od niechcenia" i "niby przypadkiem" rzuciłam grudniowy numer. A w nim bardzo piękna sesja mojego ukochanego fotografa modowego Tim'a Walker'a pt. MADE IN BRITAIN.  A w niej oprócz Kate i Stelli sówka Doodley i wiele innych znakomitości plus magiczny świat znów wykreowany przez tego za*****cie utalentowanego faceta :-)

p.s 2. Vogue poleca też weekend w Krakowie obok wypadu do Honk Kongu, nart w Chile i Japonii oraz buszowania po tybetańskim targu w Calangute (ponoć można spotkać tam Rosie Huntington-Whiteley, ja niestety nie spotkałam :-)

Lamp:  Giant/designer: Pierre Fannes/Muno