goodbye summer 3

Mimo wielkiej umiejętności ignorowania rzeczywistości w której to osiągnęłam mistrzostwo (tak, ćwiczenie naprawdę czyni mistrzem) pora spojrzeć prawdzie w oczy: lato odchodzi. Spakowało walizki i wyrusza w drogę. Ustępuje miejsca jesieni. A ja chcę je zatrzymać. Jak najdłużej! Ciepłe wieczory i noce, słoneczne, leniwe dni. Czy mówienie o lecie pomoże w sztucznym podtrzymywaniu jego bytu. Raczej nie, ale co szkodzi spróbować. Uwielbiam lato! Za słońce, za lekkie ubrania, za warzywa, owoce i kwiaty, za wrażenie że można wszystko i wszystko się może wydarzyć, za bose stopy? Myśl o włożeniu skarpetek i zasznurowaniu butów napawa mnie zgrozą!

To lato minęło błyskawicznie (czy też macie wrażenie, że im starsi jesteśmy tym czas szybciej płynie?). Było fajne. Było gorące. Było bardzo pracowite.

Tego lata?

- udało się zrzucić 10 kg (tak, tak wystarczyła zmiana diety, konsekwencja i voil?: dawno porzucone dżinsy znów cieszą me oko i cztery litery)

- zrobić kilka fajnych projektów: o sesjach kulinarnych dla Zwierciadła już Wam wspominałam (dziękuję za cudowne komentarze po pierwszej publikacji, będzie jeszcze kilka więc bądźcie czujni!!!), zaczęłam też współpracę z portalem Dom z Pomysłem. Jutro (mam nadzieję, że nic się nie wydarzy/ściskam kciuki, choć jest to dość karkołomne podczas pisania) pierwsza publikacja, kolejne w drodze. Będzie trochę podobnie jak na Kavce ale też trochę inaczej. Serdecznie zapraszam, sprawdźcie sami i powiedźcie co myślicie. Mam też kilka innych wieści bardzo dla mnie ekscytujących ale podzielę się nimi gdy już wszystko zostanie zapięte na przysłowiowy ostatni guzik, choć przesądna raczej nie jestem

- spotkać z wieloma wspaniałymi ludźmi, przegadać godziny (a nawet dni) przy winie i dobrym jedzeniu (już w czwartek kolejne spotkanie z moją przyjaciółką Martą, autorką bloga Przepis na Amerykę, który polecam tym którzy lubią opowieści o podróżach, fajnym jedzeniu i dobrym życiu

- zakochać zabójczo w Johnnym Cash?u

- spaść ze schodów nie łamiąc rak, nóg i innych przydatnych części ciała

- w końcu obejrzeć The Grand Budapest Hotel i się zachwycić, zachwycić, zachwycić

- zrobić kolejny krok w kierunku minimalizowania potrzeb (zepsuta zmywarka nie oznacza, że trzeba kupować nową, wszak doskonale można sobie radzić bez niej :-)...

Jest tego trochę, ale już zaczęłam przynudzać więc na zakończenie powiem tylko czego latem nie udało się dokonać: nie udało się mieć WAKACJI. Trudno, nie można mieć wszystkiego :-)))

 

Całuję i ślę mocne, cieplutkie uściski 

{{ data.length }} comment{{ data.length == 1 ? '' : 's' }}
{{comment.Name}}{{comment.URL ? '':comment.Name}} said:
Name is too short (min 2 characters)!
Enter a valid e-mail address!
Enter a valid URL!
Comment is too short (min 2 characters)!
* Indicates a required field