asia gwis 4

Hello everybody!
This is me and Fika (years ago :-))),
and I want to give you
a big, big hug!

...

Wyskakuje Wam dziś moja wielka twarz. Powiało chłodem, ale to już grudzień Kochani więc nie narzekać :-) Dla ocieplenia całości łagodne spojrzenie Fikusi. Ta buźka (moja nie Fiki), a raczej jej utrwalony obraz, napawa mnie dziś lekkim przerażeniem. Muszę wykonać swój własny portret fotograficzny. Aktualny. Do zilustrowania pewnego artykułu. I tu pojawia się problem. Nie jestem zbyt fotogeniczna. Nie mówię tego kokieteryjnie. Tak właśnie jest. Nawet pewien znany fotograf z lajfstajlowych magazynów (zabiłby mnie wzrokiem za te słowa), który przy innych twarzach robi cuda, a fotografowane przez niego kobiety są, jeśli nie piękne, to zajebiście interesujące i mają na jego zdjęciach to coś (wiecie, TO COŚ :-)))))), no więc nawet ten fotograf ze mną nie dał rady. Wyszło jak zawsze.  Dla ratowania sytuacji w me ramiona powędrował Antek (mój kot). No i trzeba przyznać. On wyglądał BOSKO, PIĘKNIE i miał w sobie TO COŚ ;-) 

To zdjęcie, zrobione przez Sebę z tzw. zaskoczenia, to jedno z nielicznych na których wyglądam, jakby to powiedzieć: ludzko (pomijając brak włosów), do zaakceptowania, no i może w miarę jak ja :-). Pewnie to zasługa owego zaskoczenia, czarno-białej, litościwie ukrywającej wszystkie niedoskonałości formuły oraz dotyku ukochanej Fiki. Ale jakby nie kombinować, zdjęcie jest nieaktualne (zmora zmiany fryzury) i już kolejny raz go nie przemycę. Dlatego dzisiaj będę zła. Bardzo zła. Na początku może nie. Bo jednak zawsze jest nadzieja i fałszywe wyobrażenie o własnym wyglądzie. Że w jakiś magiczny sposób, ALE BEZ sztuczek,  make-upów, świecenia po oczach, sztabu ?bardzo ważnych ludzi z pędzlami, pudrami, grzebieniami", majstrowania do granic przyzwoitości albo nawet przekraczania ich w photoshopie, oczom mym ukarze się twarz doskonała. Później nadejdzie moment prawdy i znów będzie jak zawsze. Życie to nie kolorowy magazyn, a ja nie jestem Stellą Tennant. I tym ?filozoficznym stwierdzeniem" zamykam dzisiejszy wpis, a raczej opis mej męki. Całuję Was i życzę miłej niedzieli. 

...

p.s. chciałam jeszcze coś dodać do poprzedniego wpisu, do tego użalania sie nad sobą, nudą życia własnego i braku tych wszystkich przygód dostarczanych przez media jako wzór do naśladowania lub tęsknoty. Czytałam wczoraj (ponownie) ku pokrzepieniu Muminki i taki oto mały Paszczak (wiecie ten z Doliny i w sukience) powiedział:

?(...)- Wracajmy do domu! - Niezwykła przygody to czasem dobra rzecz. Zmoknąć, przeżyć straszne chwile, dawać sobie radę samemu i takie różne rzeczy. Ale na dłuższą metę, co to za przyjemność? (...)" 

i co? nie ma racji?

{{ data.length }} comment{{ data.length == 1 ? '' : 's' }}
{{comment.Name}}{{comment.URL ? '':comment.Name}} said:
Name is too short (min 2 characters)!
Enter a valid e-mail address!
Enter a valid URL!
Comment is too short (min 2 characters)!
* Indicates a required field