home sweet home kavka 01

…where the house is?
Dostaję dużo maili na swoją skrzynkę lub na fejsbooka (jak Wy mnie tam znajdujecie) z pytaniami dotyczącymi naszego domu. Najczęściej o podłogę i łazienki :-). Dlatego dziś postanowiłam trochę obszerniej napisać na ten temat. Nie chodzi mi o to, że nie chce mi się już odpisywać, ale nie zawsze mam czas by zrobić to od razu a później po prostu zapominam… Tak więc zaczynamy :-)

home sweet home kavka 4

1. PODŁOGA. Nasza jest z betonu. Gruuuubej  warstwy betonu. Dlaczego? Mamy ogrzewanie podłogowe elektryczne więc magazynuje ona ciepło. Ten beton musiał się odpowiednio wysezonować więc przez 2 miesiące mieszkaliśmy na placu budowy. Na nią zostałą wylana wylewka samopoziomująca którą wyszlifowano. Ten szlif nie jest doskonały (czego nie widać na zdjęciach ale na żywca już tak) bo panowie „fachowcy” nie użyli specjalnej maszyny. A takie istnieją, do szlifowania np. na mokro i są chyba najlepsze bo się nie pyli. A pył jest okrutny. Z tego co wiem są specjalne firmy zajmujące się tym więc zdecydowanie polecam wydanie większej kwoty na profesjonalną, doświadczoną ekipę niż branie kogoś kto niby wie jak to robi ale będzie kombinował mimo, że to Wy za to kombinowanie zapłacicie :-) Wysezonowana, wyszlifowana i zabezpieczona unigruntem podłoga została pomalowana farbą Benjamin Moore. I ta farba to był strzał w dziesiątkę! Bardzo polecam. Jest droga, to fakt. Na naszą powierzchnię (ok. 80 m2) cztery lata temu wydaliśmy ok. 2 tyś. zł. Ale efekty jest świetny: po pierwsze powierzchnia wygląda jak żywica a prawie się nie rysuje ( z tego co mówią znajomi z wylewką z żywicy to rysowanie jest zmorą), po drugie nie zmienia koloru (jak wyżej z żywicą) po trzecie po prostu jest super. Do tego jest to farba wodna więc nie ma brzydkiego zapachu rozpuszczalników tudzież innych tworów. Czyli finalnie cała procedura podłogowa mimo kilku potknięć była bardzo udana (choć droga). Oczywiście po 4 latach użytkowania należy jej się lekkie odmalowanie (tak pewnie postąpiliby Ci którzy lubią na tzw. „gotowe”, „błysk” i elegancko „pod wizyty gości”) ale nam te drobne szramki, rysy i usterki nie przeszkadzają a nawet bardziej ją teraz lubimy i dążymy do jeszcze większej patyny.

2. MEBLE. Kuchnia z ikea. U nas sprawdza się znakomicie. Co mnie bardzo dziwi – ludzie pytający skąd jest – są zaskoczeni, że z tego popularnego sklepu :-) Blat i cokół pochodzą z odzysku więc może one nadają mu bardziej „indywidualny” charakter wprowadzając gości w błąd :-). Stół kuchenny z Bo Concept. To rewelacyjny zakup. W wersji mini mieści 4 osoby a w maksi (po rozłożeniu) 10-12. Nieźle! Do tego ma niezniszczalny blat. I mówię to z całą odpowiedzialnością. Przyjął już setki gości i nie mniej przygotowanych potraw. Tak, wykorzystujemy go jako blat roboczy :-) Krzesła to mój ulubiony temat. Eamesy zakupione w sklepie, mamy je w liczbie 3. Choć bardzo je lubię wszechobecne podróbki powodują, że kiedy na nie patrzę jest mi trochę smutno. Ale na pocieszenie powiem, że ci, którzy mają oryginały wiedzą jaka jest różnica nie tylko w wyglądzie ale i w komforcie. Tego nie da się podrobić. Trzy kolejne siedziska to pamiątki rodzinne – 2 thonety po mojej prababci i krzesło z lat 50-tych z domu rodzinnego mojego męża. Dwa pozostałe pochodzą ze śmietnika na warszawskiej Ochocie. Tak, tak!!! Są superowe. Po umyciu i pomalowaniu są jak nowe. Wygodne, stabilne, ładne. Ktoś już ich nie potrzebował – u nas mają się wyśmienicie. Niektóre śmietniki to prawdziwe zbiory skarbów. Nie mam z tym problemu. Jeśli ktoś wystawi coś obok śmietnika (z myślą o innych, którzy być może będą jeszcze tego potrzebować/ sama tak robiłam) to jest dla mnie super działanie! Mniej niepotrzebnych zakupów, domowy budżet zyskuje a świat nie musi przyjmować kolejnych przedmiotów. Do tego własnoręczne działanie przy renowacji – świetna zabawa.

home sweet home kavka 5

 Szafy: duża, biała z lustrem pochodzi z domu Sebastiana. Na tylnej ściance były nalepki z imionami dziewczyn (Seby babcia i jej siostra :-) wskazujące, która półka do kogo należy. Biała bez drzwi po moich pradziadkach – pamiętam, że trzymali tam smakołyki dla nas, wydawane przez pradziadka każdego dnia, gdy spędzaliśmy u nich wakacje. Huśtawka to diy. Pisałam już o niej TU. Stoliczek pochodzi sprzed wielu lat z łódzkiego sklepu z używanymi meblami. poddawany cyklicznym metamorfozom jest u nas lub w domu mojej siostry (naprzemiennie :-). Mamy jeszcze 2 sofy, jedną z ikea a drugą, składającą się z dwóch oddzielnych foteli z Bo Concept. Fajna opcja, bo można ją ustawiać w różnych konfiguracjach – teraz jest szezlągiem i doskonałym drapakiem dla kocich pazurów brrrrrrrrr (niedobre kotki, nie mają szacunku do pięknego obicia z mięciutkiej wełny).

home sweet home kavka 6home sweet home kavka 7

3. PAMIĄTKI Z PODRÓŻY I TZW. OZDOBNIKI: nie ma ich u nas zbyt dużo. Najczęściej to pamiątki rodzinne jak np. stare aparaty fotograficzne. Lampa MISIU kupiona na targu staroci w okolicach Łodzi przez moją siostrę za… 20 zł. Doniczki z odzysku. Obrazki robione przez mnie. Nie kupuję takich produktów. Plakatów, obrazów itd. Nie dlatego, że sama je mogę robić z racji wykształcenia. po prostu lubię je często zmieniać a ozdobą ściany może być wszystko. Np. ulubione strony z magazynów. Zrobiłam sobie plakat z Courtney Love skanując stronę z brytyjskiego Elle, powiększając ją, drukując i oprawiając w ramkę. Działam też teraz artystycznie wykorzystując stare obrazy ze studenckich czasów na łódzkiej ASP. Maluję je „bardzo warstwowo” a później robię kolaże. Jest ekologicznie (recycling) i kreatywnie bo mogę sobie robić co chcę bawiąc się nożyczkami, ołówkiem, klejem i tym podobnymi przedmiotami. Polecam Wam bardzo!

Pieski o których pisałam juz nie raz pochodzą ze sklepu PIES CZY SUKA. Niestety nie polecam bo po kilku latach (zaledwie dwóch ???) tworzywo z których są zrobione stało się bardzo kruche i pieski są bardzo ale to bardzo podatne na uszkodzenia (pęknięte uszy, grzbiety i nogi). Może powinnam je owinąć puchem bo są jak człowiek z Amelii (pamiętacie?) ze szklanymi kośćmi. Wniosek taki: pieski ładne ale zupełnie nie są warte swojej ceny a dodatkowo mają krótki termin ważności :-).

home sweet home kavka 14home sweet home kavka 9home sweet home kavka 10

Wyjazdowe pamiątki: to temat rzeka – ale nie dla mnie :-). U mnie to raczej słabo ciurkający, wąski strumyczek. Dużo podróżujemy. W celach poznawczych. Uwielbiamy „wizytować” nowe miejsca, te odległe i bliższe. Wiele lat temu postanowiliśmy z Sebą, że wszystkie pieniądze które uda nam się zaoszczędzić z wydatków dnia codziennego (a żyjemy bardzo minimalistycznie:-) zamiast na głupie ozdóbki, świeczuszki, kubeczki (na boga ile można mieć kubków do picia herbaty i wciąż marzyć o nowych, bo gdzieś na instagramie mignęła nam kompozycja pieczołowicie ułożona do "chwilofoty"???), deski do krojenia, ozdobne lampki (zmieniające się co sezon), dywaniki, tony ubrań, kiepskie kosmetyki ładnie wyglądające na zdjęciach, stoliki kawowe dźwigające modne (czytaj fotogeniczne) magazyny tudzież kawy w starbaksach – przeznaczamy na wyjazdy. I tego się trzymamy. Zwiedzamy, poznajemy, szwendamy się po ciemnych uliczkach na dalekich wyspach, przekraczamy granice na łodziach, jemy termity, pijemy wodę z Gangesu, czekamy na dworcach w towarzystwie much i tłumu ludzi, śpimy na sawannie obok grupy pięknych i wielkich afrykańskich słoni roniąc łezki z gigantycznego wzruszenia (to ja :-), pijemy special lassi obserwując skrzyżowania na zatłoczonych radżastańskich ulicach :-). I upajamy się radością tego, że udało nam się tam dotrzeć. Ale nie kupujemy pamiątek. Kolekcjonujemy wspomnienia i zdjęcia (których prawdę mówiąc później nawet nie oglądamy :-)))). Może czasami powróci z nami Budda, Ganesha, różaniec zrobiony przez dzieciaki w Meksyku. Powrócą przyprawy kupowane w lokalnych sklepach dla miejscowych, kawa – ta najcenniejsza na świecie, u nas zabójczo droga a na Bali dostępna zwykłym ludziom, wódka z Berlina lub listek znaleziony przy basenie wynajmowanego domku. I tyle. Wystarczy :-). Nie mówię, że każdy tak musi. Ale my chcemy. Nie wiążą nas przedmioty tylko wspomnienia. I nic to nawet, że teraz miast wspomnień z Nowej Zelandii w której powinnam się znajdować z moją siostrą (macham do ciebie maleńka) mam wspomnienia z pracy. Wszystko w swoim czasie. Prawda? Nowa Zelandia nie ucieknie. Chyba :-)))) Tak przy okazji do 14 listopada promocja w Quatar Airlines na loty do Sydney – 4025 zł! Gratka :-) Jedna przesiadka (w Doha), super linie – polecam, sprawdziłam! Jak tylko macie ochotę i plany wyjazdowe w tamtym kierunku to się pospieszcie :-)))

home sweet home kavka 11home sweet home kavka 13

Wnioski: tworząc nasz dom chcieliśmy aby był wygodny – prawie się udało, z odzysku –cała chałupa taka jest a częściowo i wnętrze, sympatyczny dla ludzi i zwierząt – zaliczone na piątkę. Wiele rzeczy zrobiliśmy sami, wiele mebli przerobiliśmy ze starych albo tanich, kilka sztuk jest droższych, ale tylko dlatego, że bardzo uważnie wybieramy to co kupujemy na lata i w minimalnych ilościach, kreatywnie wykorzystujemy to co już mamy, wiele rzeczy kupiliśmy po malutkich cenach w marketach budowlanych, wiele pochodzi z odzysku. Kilkoma wymieniamy się z rodziną co zapobiega znudzeniu :-). Kochamy nasz dom. I atmosferę którą ma. Nie jest to miejsce dla każdego, bo puste, bo białe, bo dziwne. Dla nas fantastyczne! Dlatego jeśli macie jakieś pytania – piszcie śmiało! Chętnie podzielę się swoimi doświadczeniami z mieszkania w takim miejscu, podpowiem jak coś zrobić tanio i fajnie, powiem szczerze jak jest :-) Słowo! Tylko błagam, nie mówcie, że nasz dom jest w skandynawskim stylu! Bo bardzo go nie lubimy. Serio! Białe – nie znaczy skandynawskie :-))))

Całuję Kochani! Piszcie, odwiedzajcie, krytykujecie, róbcie na co macie ochotę
Wracam do przygotowań urodzinowej imprezy dla mojego Sebuchy! Jutro się bawimy!

Kavka

{{ data.length }} comment{{ data.length == 1 ? '' : 's' }}
{{comment.Name}}{{comment.URL ? '':comment.Name}} said:
Name is too short (min 2 characters)!
Enter a valid e-mail address!
Enter a valid URL!
Comment is too short (min 2 characters)!
* Indicates a required field