tea time 2 kavka 1

Mam ostatnio bardzo dużo pracy. Nie narzekam. Uwielbiam swoją robotę a redakcję z którą teraz coś razem tworzymy uwielbiam potrójnie!!! To najwspanialsza praca na świecie, no może oprócz „przytulacza” wombatów ale niestety do niej nie mam odpowiedniego obywatelstwa i kwalifikacji :-). Dużo pracy równa się czas wypełniony po brzegi. Jeśli wszystko jest wykonywane w odpowiedniej kolejności, zgodnie z planem czas jest w porządku ale… No właśnie.
...
I’ve been busy lately. But I don’t complain. I love my job and I adore people from the magazine I currently work with!!! It’s probably the best job in the world. Wait! The „chief wombat cuddler” is better! What a shame I have improper citizenship and qualifications… :-). Anyway, I’m busy as hell. When I organize my work and follow the plan, everything goes smoothly. However… It’s not always like that.

tea time 2 kavka 2tea time 2 kavka 3

Do tej pory czas nie był dla mnie problemem. Wypełniałam go odpowiednio. Po prostu dzieliłam zadania, jednej – bardziej priorytetowej sprawie poświęcałam go więcej, innej – mniej ważnej w danym momencie – mniej, wiedząc, że kiedyś proporcje się odwrócą. Ale chciałam pójść z duchem czasu, odpowiedzieć na namowy znajomych i utknęłam. Albo raczej zostałam pochłonięta przez czarną dziurę IG. I teraz mogę tak jak większość mówić: „nie mam czasu”. „Znów nie mam na nic czasu”. Na czytanie, na spotkania, na właściwe wykonywanie roboty (podzielność uwagi w tym przypadku to bzdura, no chyba, że jesteś geniuszem a większość z nas nie jest – statystyki :-), na rozwój osobisty, na pomoc (bezinteresowną) innym, na spacer po parku, na medytację, na jogę, na powolne zjedzenie śniadania i przygotowanie do nadchodzącego dnia (robienie tego z telefonem przed nosem to raczej średni pomysł), na zastanowienie się nad sobą, na kontemplację codzienności (zrobienie zdjęcia zjadanej potrawy lub ustylizowanych kwiatków i wrzucenie na IG to nie jest kontemplacja :-)… No na nic nie mam czasu bo przerzucam tony zdjęć „chwytających chwilę” i klikam serduszko. I tak żyję od 2,5 tygodnia z telefonem przyklejonym do palucha. Co z tego, że telefon ładny, nowy i bladoróżowy? Nic z tego przerzucania i klikania nie wynika. To obrazki, które wpadają jednym okiem i wypadają drugim. Patrzeć nie znaczy widzieć.  A ja raczej wolę widzieć. I pomysleć o tym co widzę. I nie zerkać w telefon lub ipada. Bo nic ważnego się tam nie dzieje. Dzieje się TU i TERAZ. Brzmi banalnie? Niech będzie. Banał jest fajny. Jest ludzki. I jest mój :-) Dlatego Drogi IG zgodnie z obietnicą wytrwam przy Tobie jeszcze 1,5 tygodnia. Nie lubię poddawać się na starcie. A później będziemy musieli się rozstać. Nasza znajomość nie zdąży wkroczyć w fazę przyjaźni. Nadajemy na innych falach słodziutki. Masz miliony (albo raczej miliardy bo miliony to ma na koncie taka Miley Cyrus) więc brak jednostki Cię nie obejdzie. Ja wrócę do swojego świateczka. Z żeliwnym imbrykiem, herbatką, książką, ukochaną pracą i zagapieniem się na codzienność. 

A codzienność jest taka:
– mam dwa imbryki od lat. Jeden czarny, żeliwny, ten ze zdjęć. Drugi ceramiczny, biały, niewygodny acz ładny. To zdecydowanie codzienności wystarcza. Ale nie IG. Tam ten sam imbryczek na kilku zdjęciach to nuuuda. Więc trzeba by zmieniać, urozmaicić, kupować. A ja nie potrzebuję zmiany i urozmaicenia w kwestii parzenia herbaty (inni też nie, ale niech im będzie, ponoć od nadmiaru głowa nie boli :-)

– uwielbiam herbatę. Pisałam już o tym nie raz (np. TU). Ale lubię ją wypić gdy jest gorąca. Ogrzać dłonie, pomyśleć, poczuć smak (taka np. masala chai pita w hinduskim barze (zwanym przez nas pieszczotliwie norką) z jednym okiem na ekranie iphona nie odda całego smaku – moim zdaniem of kors, ale może się mylę). Nie mam czasu na stylizacje każdej filiżanki (tym bardziej we wspomnianej norce). Ok, czasem ustylizuję kubeczki na bloga ale to się dzieje raz na jakiś czas a nie cały czas :-). 

– robię sobie swoje własne herbaty! Mieszam zioła, przyprawy, kwiatki i owoce. Póki co posiłkuję się cudzymi zbiorami ale już wkrótce zacznę proces własnoręcznego hodowania i suszenia. Czytam wskazówki jak to robić: zbierać o świcie, wkładać pomiędzy muślinowe gałganki, ustawić np. na takim druciaku do ciasta by był przewiew… i działam! Będzie pysznie. I pięknie! I na 100% podzielę się z Wami spostrzeżeniami, przepisami i a jakże... zdjęciami.

– gapienie się w telefon zabrało mi dwa dni rozkwitu mojego ogrodu. Przegapiłam moment gdy peonie z 5 centymetrowych maluchów przeistoczyły się w 40 centymetrowe pannice! Codzienność nieuchronnie umknęła! Szlag!

– po raz kolejny czytam Susan. I zachwycam się pięknymi, pełnymi zdaniami, mądrymi myślami i brakiem ikonek z kotkiem, listkiem i chmurką. Ulga dla duszy i oczu.

– oglądam projekty Ingegerd Råman i czytam o jej rozwoju, życiu i pracy w nowej książce IKEA wydanej przy okazji ich wspólnej kolekcji. Bo lubię wiedzieć, nie tylko zerkać na zdjęcia. Tytuł książki zaczerpnięty z wypowiedzi Ingegerd (znajdziecie go w książce) jest także doskonałym mottem dla mego dzisiejszego wywodu o codzienności: 

It's nothing, but it's still something.

...

Time has never been a problem for me. I just spent some more on important tasks, while less important could be done much quicker and usually a bit later. Everything worked perfectly that way. But I was tempted to create my Insta profile. Instagram - a real time-waster! Now, I have no time for reading, meeting friends, my work (multitasking is definitely overrated), self-development, helping others, pleasant strolls in the forest, some meditation and yoga, unhurried breakfasts, and so on. I have no time, because I’ve been sitting and looking at thousands of photos „seizing the moment” for the last 3 weeks. Was it worth it? I’m not sure. Looking at something doesn’t mean seeing it. And I prefer seeing and thinking a while about what I see. Sounds cliché? Maybe, but I don’t really care. That’s why I’ll keep my promise to be on Instagram for at least a month. And that’s it. We just don’t fit each other and it has to go. I’ll get back to my small world with cast iron kettle, tea, book, beloved work and staring at everyday life.
What is everyday life?
– I’ve had two kettles for years. One black and iron cast (look at the pictures), the other one white ceramic, good-looking but uncomfy. They’re perfect for my flirt with reality, not for IG though. The same kettle is boring when you show it few times. So you buy another one. But do I really need to collect kettles just to take some pictures? My everyday tea won’t be better because of that.

– I love tea. I wrote about it HERE. I love it hot. It tastes best and it warms hands pleasantly at the same time. But the picture of highly stylized teacup doesn’t show it’s fantastic flavor. Does it make sense then to show tea in the cup/kettle on IG so many times?  

– I make my own tea flavors. I mix herbs, flowers and fruit. I currently buy the ingredients but plan to plant and dry it my own. I read a lot about the process: getting up at dawn, putting into the muslin cloths… It’s gonna be tasty! And beautifully! Be sure, I’ll share my thoughts, recipes and pics with you.  

– Due to constant staring at my smartphone screen, I missed the opportunity to see how my peony grows. Within a day/2 days it gained nearly 40 cm! But I didn’t see it :-( Damn! 

– Once again I read Susan. Once again I’m amazed by her beautiful, wise words. Pure words and thoughts. With no ornaments, emoticons, emojis and stuff like that. What a relief. 


– I watch Ingegerd Råman’s projects. I also read about her life and work in new IKEA book. I love to know, not only to look at pics. The book title, which happen to be Ingegerd’s words, is a perfect motto for my post:

It's nothing, but it's still something.

tea time 2 kavka 4tea time 2 kavka 5tea time 2 kavka 6tea time kavka 12

I tak sobie ta zwyczajna codzienność płynie…
I jest pięknie...

Wszystkich zakochanych w IG proszę o wybaczenie mojego subiektywnego postrzegania tego „medium”. Bo może po prostu go nie rozumiem, jestem za stara, mam inne potrzeby i oczekiwania od życia. Póki co mamy wybór. Ja już wybrałam a Was całuję, mocno przytulam i zostawiam na chwilkę z tymi wynurzeniami. Jedno jest pewne. Cała para idzie teraz w blog. Nie będzie rozdrabniania i snapczatowania :-)

Trzymajcie się cieplutko Kochani
Wasza Kavusia

...

And so life goes on…
And it’s beautiful…

I sincerely apologize those of you who love IG. It’s not for me :-) Perhaps, I just don’t get it? Perhaps, I’m just too old? Perhaps, I’m just one of those dinosaurs from Gutenberg era? I’ve already made my mind. I’ll stick to my Kavka blog and that’s it. Hope you stay with me anyway :-)
Lots of hugs and kisses. 
Yours Kavka 

Books: Ingegerd Råman „It’s nothing, but it’s still something”, wyd. IKEA,
Susan Sontag „Przeciw interpretacji i inne eseje” wyd. Karakter („Against Interpretation and Other Essays”).


translation: biały królik

{{ data.length }} comment{{ data.length == 1 ? '' : 's' }}
{{comment.Name}}{{comment.URL ? '':comment.Name}} said:
Name is too short (min 2 characters)!
Enter a valid e-mail address!
Enter a valid URL!
Comment is too short (min 2 characters)!
* Indicates a required field