esencjalizm kontra minimalizm kavka 2

Opętana szałem mówienia i własnymi przemyśleniami robiłam ostatnio wykład mojej przyjaciółce Lence (sorry Kochanie :-) o bezsensowności, wyświechtaniu i totalnym zdewaluowaniu się słynnej maksymy pana van der Rohe ?Less is More?. Że teraz każdy (lub niemal każdy) zwykł zwać się minimalistą, że zaroiło się od minimalistycznych wnętrz, ubrań, produktów. 

Tak, uwielbiam te domy minimalistów rozciągające się na powierzchni 500 m2 z jednym krzesłem, betonową ścianą i łóżkiem. Im większy metraż i mniej sprzętów tym lepiej (co tam, że trzeba gdzieś upchnąć pralkę, skarpety i może nawet książkę, chociażby elektroniczną). Minimalizm na 500 metrach rulez! A jak sprzęty to obowiązkowo minimalistyczne! I mnożą się ?projekty? lamp: kabel+ żarówka, lub stołów: blat + nogi a ?projektanci? wciąż na nowo odkrywają formę kubka do powolnego kontemplowania kawy fair trade i eco, jakby kubków ta planeta nie dość już na swe łono przyjęła (podobnie jak lamp i stołów). Prym wiedzie pewien serwis z minimal w nazwie, który w szalonym tempie podrzuca smakowite, minimalistyczne pomysły na minimalistyczny styl życia. I czy wciąż  ?Less is More?? Czy raczej prawdziwsze jest stwierdzenie pewnego dramaturga, który mówił, że z niczego zawsze będzie NIC? Przesada nie jest dobra. Komercjalizacja i marketyzacja tym bardziej. Tworzenie mód zawsze ma na celu zwiększanie zysków. Więc znów brrr. W takim świecie niestety żyjemy. Dlatego odchodzę od Mies?a i idę za Ramsem*, któremu przyświecała idea ?MNIEJ, ALE LEPIEJ?. Jest bardziej sensowna, prawda? W tym LEPIEJ zawiera się cała esencja. Tu dochodzę do sedna (tak, wiem nie jestem zbyt minimalistyczna w swoich wywodach :-). Trend na M ma poważną konkurencję. Konkurencja ta zwie się esencjalizm. W swoim założeniu także opiera się na redukcji ale tutaj redukcja jest nie celem (jak w m. gdzie powoli staje się to sztuką dla sztuki) a środkiem do osiągnięcia celu. Esencjalizm namawia do dokonania wyboru: co dla nas jest ważne a co najważniejsze? z kim chcemy spędzać czas, czy marnować go na tysiące wirtualnych znajomości na fb czy poświęcić jednemu ?stacjonarnemu? przyjacielowi? Chodzi o ustalenie priorytetu i wyłuskaniu sedna rzeczy. Celowo używam słowa priorytet a nie tak powszechnego jego odpowiednika w liczbie mnogiej. Dlaczego? W ostatnim numerze Kinfolka przeczytałam interesujący wywiad z Gregorem McKeown autorem książki ?Essentialism: The Desciplined Persuit of Less?. Otóż, przy pracy nad nią prześledził rozwój słowa priorytet w języku angielskim. Pojawiło się ono około 1400 roku i oznaczało rzecz najważniejszą, pierwszą czyli MUSIAŁO istnieć tylko w liczbie pojedynczej. logiczne. Od  ok. 1900 roku wraz ze zmianami ekonomicznymi słowo priorytet uległo cudownemu rozmnożeniu i dziś możemy mieć 50, a ci co bardziej zachłanni, nawet 100 priorytetów. I jest to zaprzeczenie znaczeniu tego słowa, bo jak można uznać 24 rzeczy za tak samo priorytetowe? Rozumiecie? Czy skupiając się na jednoczesnym wykonywaniu 24 priorytetowych zadań możemy zrobić je tak samo dobrze? Sami sobie odpowiedzcie :-) To fajny wywiad choć o oczywistych oczywistościach: wyborach, dokonywaniu SELEKCJI, mówieniu NIE, prawdziwym, dobrym i pełnym  życiu, ustalaniu właściwych proporcji między pracą i nie-pracą. Są tam oczywiście momenty które mnie śmieszą np. dokładne wyznaczenie ilości godzin spędzanych tygodniowo z dziećmi czy żoną (to takie amerykańskie, choć pan jest Anglikiem) ale ok, jeśli ktoś tego potrzebuje jak pan McKeown (on ma akurat 15 godzin na żonę i 15 na dzieci, choć gromadka jest dość liczna) to też dobrze. Wszystko dla ludzi. A raczej esencjalistów :-) I myślę, że to słuszny kierunek i gdyby ludzie tak żyli byłoby więcej zadowolonych twarzy, mniej pracy dla psychiatrów i psychologów, mniej rozwodów i płycizny w związkach. I nawet niech będzie to najgorętszy trend nadchodzącego sezonu a najlepiej kilku. I niech rozleje się na świat :-)

I co Wy na to?

Ja już zaczęłam dawno temu, choć wtedy nie wiedziałam, że istnieje specjalne określenie tej jednostki chorobowej więc nadal nazywać się esencjalistką nie zamierzam. Po prostu żyję po swojemu, z boku, nie mam tysiąca znajomych na fejsie a instagramu to nawet nie potrafię obsługiwać. Wolę poleżeć w nowej relaksacyjnej przestrzeni, którą stworzyłam specjalnie dla naszej rodziny. I myślę, że spędzimy tam więcej niż 15 godzin tygodniowo :-)

* polecam esej ?R jak Rams?, pochodzący z rewelacyjnej książki ?B jak Bauhaus. Alfabet współczesności?. Autor pewnie wielu z Was jest doskonale znany: Deyan Sudjic. (Wydawinctwo Karakter 2014). 

{{ data.length }} comment{{ data.length == 1 ? '' : 's' }}
{{comment.Name}}{{comment.URL ? '':comment.Name}} said:
Name is too short (min 2 characters)!
Enter a valid e-mail address!
Enter a valid URL!
Comment is too short (min 2 characters)!
* Indicates a required field