!

last supper 2

Jakiś czas temu wyruszyłam w podróż która zdawała się nie mieć końca. Ale wylądowałam i jestem. Co nowego? Będzie o jedzeniu, a raczej jego wpływie na mnie i tym do czego mnie doprowadziło. Bo nie jest wesoło. Jeśli prawdą jest stwierdzenie: ?jesteś tym co jesz?, boję się myśleć czym ja jestem/byłam i drodze, która przede mną. Bo niby bez fast foodów, bo niby zielono, niby eco ale podlane litrami napojów energetycznych (żeby móc funkcjonować, bo praca do rana a kawy przecież nie piję) przegryzanych czekoladą (fairtrade dla złagodzenia wyrzutów sumienia) i popijanych colą (średnio fairtrade) dla złagodzenia efektu przesłodzenia. Tak, tak. Zaatakować zmęczenie cukrem a później cukier cukrem, to był mój sposób na funkcjonowanie. Efekt; wieczne zmęczenie, potworne bóle głowy, brzucha, całej mnie. Im bardziej byłam zmęczona tym więcej cukru w siebie wtłaczałam. Dodatkowy bonus w postaci lekkich obłości tu i ówdzie wliczony w cenę! I jestem na początku drogi mojego nowego (kulinarnego) życia. Jest trudno. Co ja mówię? Jest zaj****cie trudno! Są chwile kiedy myślę, że jeśli tak ma to wyglądać to wolę być brzydka, okrągła i z bólami głowy. Ale później przychodzi refleksja, że chyba jednak nie żyjemy po to by jeść?to tylko nasze czasy każą nam szukać szczęścia w jedzeniu. Dla mnie stało się ono nieszczęściem. 

Ten pusty talerz nie jest przypadkowy. Nie głoduję, nie ma obawy. Ale z wieloma produktami musiałam się pożegnać.  Mój test badający nietolerancję pokarmową (tzw. kod metaboliczny) pozbawia mnie: czekolady, mięsa, większości ryb, piwa, oliwy z oliwek, orzechów włoskich, wielu owoców (moje ukochane koks i mango są na liście ;-(, jajek (i tak ich nie lubię), większości serów, kawy, herbaty, wszystkiego z pszenicy i orkiszu (a miał być taki zdrowy), słonecznika, mięty? mam wyliczać dalej? Poniecham :-) A jaka jest alternatywa? Dieta skrojona ściśle pode mnie. W praktyce oznacza to codzienne gotowanie (brrr) oraz konieczność pamiętania o zrobieniu zakupów (po stokroć brrr). Ale efekty już są. Pełna energii, bez bolącej głowy i w luźnych spodniach przesyłam Wam zdrowy, mocny uścisk! Trzymajcie za mnie kciuki

{{ data.length }} comment{{ data.length == 1 ? '' : 's' }}
{{comment.Name}}{{comment.URL ? '':comment.Name}} said:
Name is too short (min 2 characters)!
Enter a valid e-mail address!
Enter a valid URL!
Comment is too short (min 2 characters)!
* Indicates a required field