beza 1

I'm not an optimistic person. I never was. The black despair, fatalism, grave doubt - this is ME. But days like today are the worst! The gigant chandra caught me and doesn't want to leave.  I have the easy but very dangerous way (you know what I mean: calories, calories, calories?) to improve my mood. The meringue. Wonderful feeling for a minute. Is this heavenly moment worth it? Or not? Do you have the same? What's your consolation in a bad time? Is CHOCOLATE still the queen and best friend of pessimists? What's your opinion? 

...

Wiem, wiem. Miało nie być o jedzeniu. Ale dziś dopadła mnie chandra-gigant. Nie jestem optymistką. Nigdy nie byłam. Daleko mi nawet do umiarkowanie pozytywnego nastawienia do życia. Czarna rozpacz, fatalizm, zwątpienie ? to JA. Zawsze widzę ciemną stronę rzeczy. Mojego działania. Przyszłości. I często tak się dzieje, bo jednak troszeczkę ufam afirmacji. To sprawa dla psychologa, ale jakoś nigdy nie wierzyłam w analizowanie własnego życia ?na godziny" i za pieniądze. Muszę radzić z tym sobie sama. Lepiej lub gorzej. Aktualnie? Średnio mi to wychodzi. Domowy, najprostszy i bardzo niebezpieczny (konsekwencje katastrofalne: strzał kalorii w biodro, wyrzut sumienia, skoki cukru w organizmie itd. itp.) sposób na poprawę nastroju. Beza z kandyzowanymi wiśniami. Cudowne samopoczucie przez minutę. Chyba nie warto. A może jednak? Co myślicie? Czy też to znacie? Albo kogoś, kto pociesza się jedzeniem? I co jest najlepsze? Czy CZEKOLADA wciąż jest królową i przyjaciółką pesymistów? 

przepis na bezę (podstawę, szaleńswo wiśniowe to już mój dodatek), która skłoniła mnie do nieumiarkowania w jedzeniu, znajdziecie w książce Nigelli Lawson ?NIGELLISIMA",
wyd. Filo, str. 249

{{ data.length }} comment{{ data.length == 1 ? '' : 's' }}
{{comment.Name}}{{comment.URL ? '':comment.Name}} said:
Name is too short (min 2 characters)!
Enter a valid e-mail address!
Enter a valid URL!
Comment is too short (min 2 characters)!
* Indicates a required field