travel

"(?) szydełkowanie, projekty DIY, kulinaria i podróże ? w tym się odnajduję (?)" Zawsze bardzo uważnie czytam słowa autorów blogów o nich samych. Lubię wiedzieć (choć trochę), jaka ta osoba jest lub chciałaby być. Cytat, który rozpoczyna dzisiejszy wywodzik, pochodzi właśnie z jednego z nich. Dlaczego właśnie taki? Coraz częściej wielu z nas "odnajduje" się w podróżach. Podróżowanie stało się modne. To dobry, sprawdzony blogowy temat. Więc i ja dorzucę coś od siebie. Nie w kwestii "odnalezienia się", ale tego jak przez podróże postrzegamy innych, siebie i jak chcemy się pokazać. Też lubiłam wrzucić sobie na starego bloga coś z wyjazdów. Kiedyś więcej a później coraz mniej, aż zrezygnowałam zupełnie. Ale czy robiłam to właściwie? Czy wykreowałam właściwy obraz siebie jako "podróżnika" czy raczej "turysty"?
Czy dodałam do tego właściwy opis? Czy lubilibyście mnie bardziej gdybym pokazała szczury zagryzające mój materac czy raczej gdybym przyznała się, że jeździć mogę wszędzie byle pokój był w hotelu z pięcioma gwiazkami? Czy powinnam pstrykać sobie fotki z miejscowymi (ohydne słowo tubylcy, tak ukochane przez rodaków, nie przechodzi mi przez gardło), czy raczej ja wygięta w jakimś nieludzkim łuku na brzegu basenu infiniti byłabym bardziej "lubię to"? No i lista obowiązkowych pozycji do odhaczenia: zabytki, knajpy, shopping mall (są wszędzie). A później ukochane przez wszystkich suweniry ("tak, tę świeczkę przywiozłam z Tajlandii, kosztowała grosze, wyobrażasz sobie? / czyż ta figurka buddy nie jest słodka?"). Czy powinnam bardziej się zmobilizować  bo na mojej tripadvisor'owej mapie jest tak wiele luk w stosunku do map znajomych? I czy nie powinnam jednak dać tam jakieś recenzji bo wtedy dostanę wyróżnienie, albo przynajmniej 3 kciuki w górę? No i sprawa zasadnicza. Gdzie? Bo Bali już niemodne i niefajne (pisali w Polityce), może jednak Gruzja (bardziej en vogue), albo chociaż Albania (wciąż ok, czy już passe?). Tak, przyznaję się, też jestem grzesznikiem lubiącym sobie wyjechać, szczególnie gdy dość mam polskiej rzeczywistości i swojego codziennego życia. Tak, podróże kształcą, wiedziano to już dawno temu, gdy wysyłano młodzików i panienki z dobrych domów w podróż w celach edukacyjnych, nie dla rozrywki ale by nauczyli się języków, zdobyli kontakty i wiedzę procentującą w przyszłości. Ale wiecie co, pierdolę. Już nie gadam
o wyjazdach, nie pokazuję zdjęć, nie ścigam się w tym durnym maratonie. Jednak "nie odnajduję się" w podróżach. Wolę wyjechać z mężem na "wakacje", nie w poszukiwaniu raju, nie po to by podbudować swoje ego, nawet nie po to by się wyedukować. Powiem tak, jak mój ukochany Terzani, zapytany dlaczego robił to wszystko co robił: "Ponieważ mi się to podobało". Tak Panie i Panowie, jeżdżę na wakacje, bo mi się to podoba. Mam z tego niesamowitą frajdę i nie muszę się nią dzielić z całym światem, żeby było jeszcze fajniej. 

p.s. tytuł posta zaczerpnęłam z tytułu książki Jennie Dielemans: Witajcie w raju. Reportaże o przemyśle turystycznym. wyd. Czarne, 2011, którą bardzo polecam

{{ data.length }} comment{{ data.length == 1 ? '' : 's' }}
{{comment.Name}}{{comment.URL ? '':comment.Name}} said:
Name is too short (min 2 characters)!
Enter a valid e-mail address!
Enter a valid URL!
Comment is too short (min 2 characters)!
* Indicates a required field